Żeberek nie robię zbyt często.
Zniechęca mnie długi czas przygotowania i to, że nie tak łatwo znaleźć mięso, które nie ocieka tłuszczem.
Nie mam też jednego sprawdzonego patentu na marynatę.
Dzisiejszy przepis jest przepisany z mojego notatnika z różnościami.
Zazwyczaj przyrządzam dość wyraziste mięso, lubię w marynatach miód, zioła i chilli.
Żeberka z dzisiejszego wpisu są jednocześnie słodkie (miód i cukier/ksylitol) i pikantne (chilli, czosnek).
Jeżeli ktoś ma wrażliwe podniebienie, to ilość pikantnych składników można odpowiednio zmniejszyć.


Składniki:

  • kilogram dobrej jakości żeberek wieprzowych
  • 3-4 łyżki oleju (dowolnego, ja dałam kokosowy i sezamowy)
  • jedna spora papryczka chilli lub łyżeczka płatków chilli
  • 200 ml passaty pomidorowej
  • pół łyżeczki suszonego imbiru
  • pół łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżki miodu
  • łyżka cukru/ksylitolu
  • płaska łyżeczka soli
  • płaska łyżeczka pieprzu
  • 4-5 gwiazdek anyżu
  • 6-8 ząbków czosnku
  • 3-4 łyżki stołowe sosu sojowego ciemnego
  • sok z połowy dużej cytryny


Umyte i osuszone żeberka kroimy na kawałki.
Wkładamy je do naczynia żaroodpornego (najlepiej takiego z przykryciem).
Wszystkie składniki marynaty łączymy ze sobą w misce.
Kiedy używamy całej papryczki chilli, to najlepiej jest ją bardzo drobno posiekać lub zetrzeć na tarce. Ząbki czosnku przeciskamy przez praskę lub siekamy.
Zalewamy mięso marynatą. Odstawiamy na 4-5 godzin do lodówki.
Pieczemy w temperaturze 200 stopni pod przykryciem przez godzinę.
Następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy już bez przykrycia przez 30-40 minut.
Ostatni wpis przed przerwą był o makaronie i teraz od makaronu zacznę.
Ale zanim zacznę, to dodam, że jakoś dziwnie ciężko mi wrócić do blogowania.
Zwłaszcza teraz. Nadal jestem mocno przeziębiona.
Głowa boli, kaszel dusi, wszystko wkurza, a w dodatku mam chęć na lampkę wina, a wypicie nawet łyka czegokolwiek zimnego za każdym razem kończy się bólem gardła.
W dodatku w pracy mają mnie już dość przez kaszel "zaraz wypluję płuca".
Aż chciałoby się zapytać "jak żyć?".
Sezon herbaciany oficjalnie uważam za rozpoczęty, przez całe lato piłam jedynie wodę i wino, miło mi jest teraz wrócić do rozgrzewającej zielonej herbatki (która swoją drogą ma coś z wina, uwielbiam Tea wine Loyd, wersję białą i różową).
Nie żeby mi się spieszyło do jesieni, co to to nie, ale pogoda mogłaby się ustabilizować, może wtedy nie chorowałabym tak długo/często.
Wracając do tematu makaronu, dzisiejszy jest trochę podobny do klasycznego spaghetti a'la bolognese.
Co prawda użyłam linguine, a sos jest delikatniejszy i bardziej kremowy, ale jakieś tam podobieństwo jest.
Całość jest przepyszna i zniknęła z talerzy w tempie o wiele szybszym, niż chciałabym przyznać.

P.S. Mądrość dnia - samokrytyka jest wtedy, kiedy biegnąc w deszczu mówisz do siebie "Boże, kobieto, przebieraj szybciej tymi swoimi krótkimi nóżkami zanim przemokniesz do reszty". Dziękuję za uwagę, miłego weekendu wszystkim ;)



Składniki na dwie porcje:

  • 200 g makaronu tagliolini/spaghetti/linguine/tagliatelle
  • 200 ml passaty z pomidorów
  • 2-3 solidnej wielkości łyżki mascarpone
  • 200 g mielonej wołowiny (np. z udźca)
  • sól, pieprz, tymianek, rozmaryn, wędzona papryka, odrobina chilli
  • parmezan
  • świeżo posiekana natka pietruszki


Makaron gotujemy al dente.
Mięso podsmażamy na patelni (można dodać drobno posiekaną cebulkę), jak już się zrumieni, to zalewamy passatą i dusimy na małym ogniu przez kilka minut.
Doprawiamy do smaku ziołami i wędzoną papryką.
Na koniec dodajemy mascarpone i mieszamy, by serek rozpuścił się i połączył z resztą sosu.
Na talerzach makaron posypujemy startym parmezanem i natką.
Przepadł mi jeden post, myślałam, że po powrocie do pracy będę miała więcej czasu.
Myślałam też, że kończąc o 18 będę spokojnie zdążać na autobus o 18:11.
A przystanek mam pod samą pracą, tylko po drugiej stronie ulicy.
Cóż, jeszcze ani razu nie zdążyłam, a wczoraj ledwo zdążyłam na kolejny o 18:24.
W przyszłym tygodniu postaram się trochę ogarnąć i publikować posty regularnie.


Składniki na dwie porcje:

  • 200 g makaronu
  • 100 g mielonej wołowiny
  • pół sporej cukinii pokrojonej w plastry
  • 4-5 sporych łyżek kremowego serka o dowolnym smaku
  • sól, pieprz, świeży tymianek
  • odrobina tłuszczu


Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie.
W rondlu rozgrzewamy odrobinę tłuszczu.
Smażymy mięso i plasterki cukinii (ja plasterki pokroiłam na ćwiartki).
Na koniec dodajemy kremowy serek, by się rozpuścił tworząc sos.
Mieszamy makaron z sosem, doprawiamy solą, pieprzem i tymiankiem.

Żałuję, że w Polsce mięso z gęsi czy z kaczki nie jest bardziej popularne, tak samo wołowina.
Może wtedy byłoby tańsze i bardziej dostępne.
Kurczaki czy indyki są fajne, ale lubię też kaczkę czy soczysty, krwisty wołowy stek.
Dzisiejsze mięso z powodzeniem nada się na grilla, i bardzo polecam taką grillową opcję.



Składniki na dwie porcje:

  • jedna spora pierś z kaczki (można odkroić skórę)
  • dwie łyżki soku z pomarańczy
  • kilka kropli soku z cytryny
  • kilka łyżek startej marchewki
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz



Mięso kroimy na cienkie plastry. 
Pozostałe składniki łączymy ze sobą i tą marynatą nacieramy mięso.
Odstawiamy do lodówki na co najmniej 2-3 godziny.
Po upływie tego czasu przyrządzamy - ja ugrillowałam mięso na patelni grillowej, można je też tradycyjnie usmażyć, zgrillować na tradycyjnym grillu, upiec czy ugotować na parze.



Dzisiaj dość pikantnie, w sam raz dla fanów węgierskich smaków.
Mięso, papryka i ajvar z makaronem.
Dla mnie całość odrobinę zbyt pikantna, ale mojemu mężczyźnie smakowało.




Składniki na dwie porcje:

  • 200 g makaronu
  • 200 g mielonej wołowiny
  • pół czerwonej papryki i pół zielonej
  • cebula
  • szklanka passaty z pomidorów
  • 3-4 spore łyżki ajvaru 
  • sól, pieprz, chilli
  • odrobina tłuszczu do smażenia



Na tłuszczu smażymy drobno pokrojoną cebulę, mięso i pokrojone w paski papryki.
Zalewamy passatą i gotujemy na małym ogniu przez 5-7 minut.
Na koniec dodajemy ajvar i przyprawy.




A co do tych dziwactw, to normalnie nie zwróciłabym na nie uwagi, ale ostatnio ciągle słyszę, że coś co jem / fakt, że czegoś nie jadam to dziwactwo.
Dziwne podobno jest to, że lubię pleśniowe sery, a nie znoszę słodkich win (fuj, wino ma być wytrawne, najlepiej białe i południowoeuropejskie).
Dziwne jest to, że poza gulaszami i zupami kremami nie zjem nic odgrzewanego.
Odgrzewane mięso czy odgrzewany rosół? W życiu!
Dziwnym jest to, że passatę z pomidorów wykorzystuję w kuchni namiętnie, a świeżych pomidorów nie znoszę. No dobra, to akurat faktycznie jest dziwne.
Dziwne jest to, że darzę wielką miłością świeże ogórki, a małosolne, konserwowe, kiszone czy jakie tam jeszcze są mogą dla mnie nie istnieć, bo w życiu bym ich nie tknęła.
Dziwne jest to, że mogę twierdzić, że kaszanka czy czernina mnie brzydzi, skoro nigdy jej nie jadłam. Nie muszę jej jeść, sam sposób przygotowania skutecznie mnie zniechęca.
Dziwne jest to, że świeże winogrona wcinam kilogramami, a rodzynki są be.
Dziwne jest to, że z papryką mam trochę podobnie, jak z ogórkami, tylko że na odwrót. Pieczoną kocham (ale tylko czerwoną), za świeżą nie przepadam.
Każdy zna filety z piersi kurczaka panierowane w bułce tartej, nie ma nic bardziej nudnego.
Ale są też inne panierki, dzisiejsza na przykład jest mocno chrupiąca ;)


zamowa panierka do mięsa:

  • ziarna sezamu
  • mąka kukurydziana
  • wędzona papryka
  • pieprz
  • sól
  • kolendra

Na ten przepis natknęłam się całkiem niedawno, zupełnie przypadkiem.
Nie jestem fanką wieprzowiny, rzadko więc jada się u nas takie mięso. 
Od czasu do czasu lubię jedynie zjeść karkówkę gotowaną na parze lub przyrządzaną na grillu, no i polędwiczkę.
Polędwiczka jest mięsem delikatnym, które (w przeciwieństwie do szynki czy karkówki) nie wymaga długiej obróbki. 
Połączenie smacznego, delikatnego mięsa z karmelizowanymi jabłkami i kremowym sosem z cydru od razu wydało mi się pomysłem tak genialnym, że prawie dostałam ślinotoku na samą myśl.
I przeczucia mnie nie myliły, danie wyszło przepyszne.






Składniki na dwie porcje:

  • 300 g polędwiczki wieprzowej
  • 200 ml cydru
  • 2 jabłka (twarde i kwaśne, jak do szarlotki)
  • 50 ml śmietanki 30%
  • szalotka
  • dwie łyżki oleju
  • łyżka cukru trzcinowego
  • sól, pieprz, rozmaryn do smaku



Polędwiczkę kroimy na plastry o grubości ok 1-1,5 cm. Rozbijamy dłonią.
Jabłka obieramy i kroimy na plastry. Szalotkę siekamy drobno.
Rozgrzewamy dwie patelnie, na każdej łyżkę oleju.
Na jedną wrzucamy mięso, a na drugą cebulkę i jabłka.
Mięso smażymy na dużym ogniu maksymalnie po 2-2,5 minuty z każdej strony, po tym czasie podlewamy je cydrem i czekamy, aż płyn się zredukuje o połowę. Potem zmniejszamy ogień, dodajemy śmietankę, przyprawy i dusimy przez kwadrans.
Do jabłek dodajemy cukier, smażymy przez ok. 5 minut często przewracając, mają być miękkie, ale nie rozpadające się.
Pod koniec duszenia do mięsa dodajemy jabłka.
Podajemy od razu.


Wiem, że wiele osób wątróbka całkowicie obrzydza i jej nie znoszą.
I, prawdę mówiąc, wcale się nie dziwię. 
Bo wieprzowa wątróbka to kawał mało apetycznie wyglądającego, wyślizgującego się z dłoni mięcha.
Ale mimo to zawsze mi smakowała, oczywiście odpowiednio przyrządzona, bo nieraz trafiłam na mięso, które bardziej przypominało podeszwę czy oponę, niż obiad.
Wątróbka z odrobiną cebulki to taki klasyk, który chyba każdy zna.
Odpowiednio wysmażona i podduszona wątróbka jest mięciutka i taka aksamitna w smaku, idealnie pasują do niej ziemniaki z masłem i odrobiną ziół i podsmażane buraczki.

Zanim przejdę do przepisu, to dodam jeszcze, że całkowicie przepadłam w kwestii wosków Yankee Candle, po pierwszych testowych pięciu kupiłam kolejne 12, które już u mnie są, a potem zamówiłam jeszcze ponad 20. Są cudowne, a ja jestem maniaczką ładnych zapachów :D

Poza tym bardzo chciałam przejść na dietę bezglutenową (bo ostatnio 90% jedzenia mi szkodzi i się zastanawiam dlaczego), ale najbliższe sklepy mi tego nie ułatwiają, bo jedynym produktem bezglutenowym jest tam mąka kukurydziana, a na kilka regałów najróżniejszych makaronów w Kaufie bezglutenowych jest zero (first world problems?)





Przepis na dwie porcje:
Składniki:

  • 350 g wątróbki wieprzowej, świeżej (chłodny odcień bordo), oczyszczonej z błonek 
  • dwie szalotki
  • olej lub masło klarowane do smażenia
  • mąka
  • pieprz, lubczyk
  • szklanka wody (jeżeli mamy bulion warzywny, to możemy użyć go zamiast wody)


Na patelni rozgrzewamy olej, wątróbkę kroimy na nieduże, a co ważniejsze dość cienkie kawałki. 
Mięso rozbijamy ręką, posypujemy pieprzem, obtaczamy w mące i wrzucamy na gorący tłuszcz.
Smażymy po ok. 4-5 minut z każdej strony na sporym ogniu, pod koniec smażenia dorzucamy posiekaną drobno cebulkę.
Następnie zalewamy mięso wodą/bulionem i nie zmniejszając ognia dusimy przez 8-10 minut, na koniec doprawiamy lubczykiem.
Najważniejsze w przyrządzaniu wątróbki jest to, aby odpowiednio długo smażyć mięso na dużym ogniu, a potem od razu je poddusić, by nadać mu delikatności. Mięso smażone od początku na małym ogniu nie będzie tak miękkie.
Dziś podstawowy, prosty przepis na chili con carne, danie znane chyba większości ludzi.
Gulasz może być bardziej, lub mniej pikantny.
Ja nie jestem fanką pikantnego żarcia, moja tolerancja na ostre smaki jest żałośnie niska, więc tego typu dania jadam z dodatkiem kwaśnej śmietany, która doskonale neutralizuje ostrość.
Z dzisiejszego przepisu wychodzi naprawdę spory gar, u nas było to ok. 6 porcji - raz na cztery osoby i drugi raz na dwie.




Składniki:

  • 650-700g mięsa mielonego, ja daję wieprzowe, z łopatki albo szynki
  • puszka fasoli czerwonej
  • puszka kukurydzy
  • 3 spore szalotki
  • 3 ząbki czosnku
  • szklanka bulionu (ja dałam drobiowo-wołowy - ćwiartka z kurczaka i szponder wołowy, z którego zazwyczaj robię rosół)
  • duża czerwona papryka, upieczona w piekarniku i posiekana drobno
  • natka pietruszki
  • 500 ml passaty z pomidorów
  • łyżeczka siekanej suszonej papryczki chilli
  • pieprz cayenne, oregano, kurkuma


Cebulę i czosnek podsmażamy na odrobinie oleju.
Dorzucamy mięso, obsmażamy je i jak zmieni kolor na szary zalewamy bulionem, gotujemy przez 10-15 minut.
Następnie zalewamy passatą, dodajemy kukurydzę, fasolę, paprykę i przyprawy, gotujemy przez 15-20 minut.
Na koniec dodajemy pietruszkę, można też dodać posiekaną kolendrę.
Podajemy z ryżem, można skropić całość sokiem z limonki.
Zdecydowanie wolę pieczone lub grillowane (na grillu lub na patelni) mięso od smażonego.
Testuję różne wersje marynat, różne rodzaje mięsa, różne dodatki.
Niedawno zrobiłam na obiad polędwiczki z bazyliowym pesto i sezamem, wyszło aromatycznie, lekko i smacznie, bardzo polecam.




Składniki:

  • polędwica wieprzowa - ok. 400g
  • pesto (składniki na domowe: szklanka listków bazylii, oliwa, kilka orzechów nerkowca, parmezan)
  • ziarna sezamu, pieprz


Mięso smarujemy pesto, odstawiamy na godzinę. 
Po upływie tego czasu układamy kawałki mięsa w naczyniu żaroodpornym, dodajemy więcej pesto, ziarna sezamu, doprawiamy do smaku i pieczemy przez 45-50 minut w temperaturze 180 stopni.
Dzisiejsze mięso jest nietypowe w smaku, aromatyczne i naprawdę smaczne.
Dobrze komponuje się ze świeżymi dodatkami, dlatego ja podałam je z grillowaną cukinią z jogurtowym dipem z miętą.
Moje mięso jest pieczone, ale byłoby równie smaczne przygotowane na patelni grillowej.




Składniki:

  • szynka wieprzowa - 400-500 g
  • dwie limonki - skórka i sok
  • 100 ml soku pomarańczowego
  • 3-4 ząbki czosnku drobno posiekane
  • kminek, kolendra, tymianek, sól, pieprz
  • łyżka jasnego sosu sojowego


Z podanych składników przygotowujemy marynatę.
Mięso kroimy na plastry i dokładnie w tej marynacie obtaczamy, odstawiamy na co najmniej 2-3 godziny.
Po upływie tego czasu pieczemy przez 45-50 minut w piekarniku w temperaturze 180 stopni lub grillujemy na patelni.
Wiele osób nie przyrządza wołowiny w obawie, że wyjdzie niesmaczna, a tania w końcu nie jest.
Sama wielu legend się nasłuchałam o tym, co można zrobić z wołowiną, a czego kategorycznie się zabrania.
Wiele z nich było całkowicie sprzecznych z tym, co sama zaobserwowałam.
Wiele steków usmażyłam w życiu i w moim odczuciu wołowina jest najprostszym i najszybszym do przygotowania mięsem.
Oczywiście, są zasady przygotowywania tego typu mięsa, które dla mnie są wręcz nienaruszalne, stosuję się do nich zawsze.
I nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ze stekami było coś nie tak.
Ja osobiście lubię wołowinę dość krwistą, najlepiej rare lub medium rare.
Średnio czy mocno wysmażona za bardzo mi nie smakuje, dużo traci ze swojej soczystości.
TUTAJ ściągawka w kwestii stopni wysmażenia.

Jak usmażyć idealne steki?
Najważniejsze jest mięso.
Najsmaczniejsze steki wychodzą z polędwicy, ale jest to koszt 70-100 zł za kilogram, a na dwa steki potrzebujemy ok. 300 g mięsa.
W wersji ekonomicznej można kupić rostbef lub antrykot, odpowiednio 45-60 i 35-45 zł za kilogram.
Ja zazwyczaj kupuję rostbef, a polędwicę przyrządzam od wielkiego dzwonu.
Często widuję w sklepach paczkowane "Steki minutki z udźca".
Udziec wołowy się na steki nie nadaje. Krwisty wychodzi gumiasty, a wysmażony suchy jak podeszwa.
Udziec to mięso do długiej obróbki, a steki smaży się w mgnieniu oka.




Zasady smażenia steków:
1. Jak wyżej - mięso. 
Lepiej kupić droższe, niż udziec za 25 zł/kg i wyrzucić je do kosza, bo wyszło niejadalne.
2. Przygotowanie.
Mięso warto wyjąć z lodówki na godzinę przed smażeniem.
Myjemy je, dokładnie suszymy na papierowych ręcznikach i odstawiamy, by nagrzało się do temperatury pokojowej.
3. Doprawianie.
Stek wołowy nie potrzebuje marynat, przypraw i wymyślnej oprawy, to jest mięso smaczne samo w sobie i doprawia się je w stopniu minimalnym.
4. Patelnia.
Nieraz spotkałam się z opinią, że teflonowa patelnia się do smażenia steków nie nadaje.
Osobiście testowałam do steków różne rodzaje patelni - ceramiczną, stalową, 30letnią żeliwną i właśnie teflonową i różnicy za bardzo nie ma, więc mit ten obalam.
5. Solenie mięsa.
Najlepiej posolić już gotowe steki na talerzu, by mięso zachowało jędrność.
6. Dodatki.
Mnie do steków najlepiej pasują ziemniaki. Tłuczone, tradycyjne z wody lub frytki.
Jeżeli chodzi o warzywa, to też preferuję te na ciepło - zasmażane buraczki, gotowane marchewki, mieszankę warzyw z masłem.
7. Pieprz.
Pieprzem posypuję tylko jedną stronę mięsa, tę już usmażoną w czasie, gdy smaży się druga.
Przy uprzednim natarciu mięsa pieprzem pieprz spaliłby się na patelni i efekty nie byłyby zbyt smaczne.





Smażenie w praktyce:
Najpierw rozgrzewamy patelnię. Mocno.
Nadstawiając dłoń ok. 5 cm nad patelnią musimy czuć żar.
Potem rozgrzewamy tłuszcz, najlepiej masło klarowane (nie ufam sklepowym masłom klarowanym, najlepiej masło własnoręcznie sklarować) lub olej rzepakowy, bo mają najwyższą temperaturę dymienia. Spalone zwykłe masło lub oliwa nie są zbyt apetyczne.
Tłuszcz ma się niemal palić na patelni, zanim wrzucimy tam mięso.
Mięso smażymy na dużym ogniu i krótko - najwyżej minutę po każdej stronie na każdy centymetr grubości steków. Przykładowo steki o grubości 2 cm smażymy po 2 minuty z każdej strony.
W ten sposób uzyskamy steki medium/medium rare (półkrwiste/średnio wysmażone).
Kiedy chcemy mieć dobrze wysmażony stek, smażymy go dłużej, ale na mniejszym ogniu, lub po usmażeniu na patelni dodatkowo dopiekamy w piekarniku.
Mięsa nie nakłuwamy ani nie nacinamy przed konsumpcją. Każdy wyciek soków sprawia, że mięso traci na smaku.
Nie konsumujemy od razu po usmażeniu. Mięso na talerzu zawijamy w folię aluminiową i odstawiamy na dwukrotny czas smażenia (jeżeli smażymy przez 2 minuty z każdej strony, łącznie 4 minuty, odstawiamy mięso na 8-9 minut).
Woda wewnątrz mięsa musi przestać wrzeć, kiedy natniemy świeżo usmażony stek, wszystkie soki gwałtownie z niego wypłyną i będzie niesmaczny.

Z czym podajemy stek?
Na talerzu warto posypać stek odrobiną soli i dodać trochę masła. Można użyć masła ziołowego. Inne dodatki są zbędne, bo niepotrzebnie zabiją naturalny smak wołowiny.

Ogólnie nie przepadam za wieprzowiną.
Schab jada się u mnie w domu bardzo rzadko, częściej kupuję karkówkę lub polędwicę.
Karkówkę lubię gotowaną na parze lub pieczoną w piekarniku, rzadko smażę inne mięso, niż wołowe steki czy kotlety z kurczaka.
Dzisiaj na blogu karkówka z piekarnika w bardzo wyrazistej, mocno pieprznej marynacie.
Pasują do niej delikatne, łagodne w smaku dodatki, np. kalarepka duszona w śmietanie - już niedługo podam na nią przepis :)



 Składniki:

  • kilogram karkówki
  • pieprz w ziarnach
  • kilka łyżek oleju
  • tymianek
  • sól
  • chilli w płatkach



W moździerzu delikatnie rozbijamy pieprz, mieszamy z tymiankiem i chilli.
Mięso kroimy na grube (3-4 cm) plastry, nacieramy olejem, obsypujemy mieszanką przypraw i solą i odstawiamy na dwie godziny do lodówki.
Po upływie tego czasu przekładamy je do naczynia żaroodpornego i pieczemy przez 1,5 godziny w piekarniku nagrzanym do 160 stopni.





Ostatnio publikowałam przepis na pikantne ćwiartki z kurczaka.
Dzisiaj przepis na ćwiartki zapiekane ze świeżą włoszczyzną.
Włoszczyzna zalegała mi w lodówce kilka dni, nie miałam pomysłu na zupę, więc postanowiłam wykorzystać ją inaczej.
Danie wyszło bardzo aromatyczne, kolorowe i smaczne. I lekkie, mimo tego, że mięsne.




Składniki na danie dla dwóch osób:

  • dwie ćwiartki z kurczaka
  • jeden seler naciowy
  • dwie spore marchewki
  • oliwa z oliwek
  • jeden niewielki młody por
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz




Mięso nacieramy solą i pieprzem, odstawiamy na godzinę.
Włoszczyznę myjemy i siekamy drobno.
Układamy mięso w naczyniu żaroodpornym, na nim układamy warzywa i zioła.
Skrapiamy oliwą i pieczemy przez 80-90 minut w temperaturze 170 stopni.
Podajemy z ulubionymi dodatkami - ja podałam ze smażonymi talarkami.
Jeżeli mamy duże naczynie, możemy upiec ziemniaki razem z mięsem. Przejdą wówczas ziołowym aromatem.


Przed upieczeniem...

... i po.

Ćwiartka z kurczaka.
Zazwyczaj kupuję tego typu mięso do przygotowania bulionu.
Ostatnio się przemogłam i postanowiłam upiec ćwiartki jako danie główne.
Kupiłam cztery i przygotowałam je na dwa różne sposoby.
Dzisiaj pierwszy z nich, drugi wkrótce.
Dzisiejsze ćwiartki są pikantne. Podane z brokułami i pieczonymi talarkami ziemniaczanymi.
Smaczny i sycący obiad. Troszkę pobawiłam się z detalami i zrobiłam sos czosnkowy do ziemniaków i serowy do brokułów.
Dzięki temu danie było mniej suche i smaki warzyw były fajnie podkreślone.




Składniki na danie dla dwóch osób:

  • dwie ćwiartki z kurczaka
  • marynata: ciemny sos sojowy, chilli w płatkach, mielona słodka papryka, świeżo mielony pieprz, majeranek, tymianek, oregano
  • olej (do podlania mięsa w naczyniu wodoodpornym i do usmażenia ziemniaków)
  • 3 średnie ziemniaki pokrojone w cienkie plasterki
  • rozmaryn, sól, pieprz
  • brokuły i kalafior pocięte w różyczki
  • sos czosnkowy: dwie łyżki jogurtu naturalnego, łyżka majonezu, ząbek czosnku, pieprz
  • sos serowy: 100 ml śmietanki 30%, 150 g różnych serów, u mnie mix: parmezan, gouda, cheddar i camembert



Całość bez sosów...


Mięso nacieramy sosem sojowym, obsypujemy przyprawami i wkładamy na kilka godzin do lodówki, aby smaki się "przegryzły".
Po 3-4 godzinach (można mięso zostawić na całą noc, ja zazwyczaj tak robię) wyjmujemy mięso, układamy je w naczyniu żaroodpornym, podlewamy odrobiną oleju i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Pieczemy przez ok. 75-80 minut. Mięso musi być mięciutkie z mocno przypieczoną skórką.
W czasie pieczenia gotujemy al dente brokuły i kalafiora, oraz przygotowujemy sosy.
Sos serowy:
Śmietankę wlewamy do garnka, dodajemy sery starte na tarce, gotujemy na małym ogniu aż sery się roztopią.
Ziemniaczane talarki smażymy przez ok. 30-40 min pod przykryciem, doprawiamy mocno rozmarynem i pieprzem. Gdy są już prawie gotowe posypujemy je odrobiną soli.


... i z sosami.

Schab duszony w sosie jest idealnym daniem dla osób mięsożernych, które mają dosyć nudnych kotletów schabowych.
Nieraz natknęłam się w internecie na obrazek głoszący "To nieprawda, że mężczyźni wolą blondynki. Oni wolą kotlety schabowe".
I nie sposób się z tym nie zgodzić, nie znam nawet jednego mężczyzny gardzącego porządną porcją mięcha na obiad. Sama też nie gardzę, chociaż przez kilka lat (dawno, daaawno temu) byłam wegetarianką.
Schab w sosie śmietankowym jest delikatny w smaku, ale sycący i naprawdę pyszny. Można oczywiście zastąpić schab filetem z kurczaka lub indyka, każde jasne mięso będzie idealnie pasować.



Składniki na danie dla dwóch osób:

  • 300 g schabu
  • 4-5 sporych pieczarek
  • 700 ml bulionu warzywnego
  • posiekana szalotka
  • 200 ml śmietany 18%
  • posiekana świeża natka pietruszki
  • sól, pieprz, tymianek do smaku
  • kilka listków laurowych
  • odrobina oleju do smażenia




Schab kroimy na kawałki o boku mniej więcej 5 cm, podsmażamy razem z cebulką na głębokiej patelni.
Dodajemy pokrojone w plastry pieczarki. Podsmażamy przez około 2-3 minuty.
Zalewamy bulionem, dusimy na małym ogniu, aż mięso zacznie się robić miękkie. Dodajemy przyprawy i zioła, na samym końcu dodajemy śmietanę uważając, by się nie zwarzyła.
Przed podaniem wyciągamy listki laurowe.
Podajemy z ziemniakami i ulubioną surówką, ryż czy kasza nie bardzo pasują do tak przyrządzonego mięsa.
Robiąc zakupy widzę, że ogromną popularnością cieszą się gotowe sosy w słoikach. Wiele osób je kupuje, niektórzy wręcz robią zapasy. Miałam kiedyś współlokatorkę, której gotowanie ograniczało się do wrzucenia spaghetti do garnka i podgrzania w mikrofali sosu ze słoika. 
Biorąc pod uwagę to, że jej szuflada zawsze była pełna tych sosów mogę się tylko domyślać, że mogła doświadczać stanów lękowych w momencie, gdy ilość słoików stawała się jednocyfrowa.

Najczęściej robię zakupy w Kauflandzie, w tym sklepie gotowe sosy akurat znajdują się w pobliżu ryżu, kaszy i soczewicy, więc często mam na nie widok z bliska. I zawsze są przebrane, niektóre półki wręcz świecą pustkami. Jak była promocja na sosy Dawtony (które skład mają daleki od ideału), to niektórzy brali po ponad 20 słoików.
Muszę stwierdzić, że jest to dla mnie niepojęte.

Zrobienie domowego sosu wcale nie jest ani praco- ani czasochłonne. Domowy sos jest smaczniejszy, zdrowszy i dużo tańszy, niż gotowy.
Owszem, zdarza mi się kupić jakiś gotowiec w ramach ciekawostki, ale takie coś ma miejsce może z raz na rok. Z tego, co sobie przypominam, to w roku 2009 albo 2010 kupiłam sos Knorra Spaghetti toscana i w zeszłym roku kupiłam sos Korma podczas lidlowego tygodnia azjatyckiego.

Wracając do tematu: po brakach na sklepowych półkach można wywnioskować, że największą popularnością cieszą się sosy typu bolognese i słodko-kwaśne.
Obydwa dziecinnie proste do przygotowania w domu.
Na pierwszy ogień dziś idzie domowe spaghetti alla bolognese, ale to dlatego, że za kuchnią wschodnią średnio przepadam i dania słodko-kwaśne nie należą do moich ulubionych. Ale sos słodko-kwaśny również się prędzej czy później na blogu pojawi.

Na koniec, zanim przejdę do przepisu taka ciekawostka:
Domowy sos boloński dla dwóch osób to koszt około 1,50 zł. Łącznie, nie "na twarz". Nie licząc mięsa oczywiście. Analogicznie dla czteroosobowej rodziny można wyprodukować spory garnuszek sosu za 3 złote. Sosów w słoiku poszłoby wówczas dwa. Wybierając najtańsze gotowce i tak musielibyśmy zapłacić co najmniej z 5-6 zł. Przy wyborze trochę "lepszych" gotowców typu Knorr koszt wzrósłby do 11-13 zł, a sięgając po sosy z tak zwanej wyższej półki (Cirio, Barilla) musielibyśmy wydać niemal 20 zł.
Całkowity koszt dania dla 4 osób, wliczając w to dobre mielone mięso i porządny makaron to około 12 zł.

Dobra, koniec ekonomiczno-kuchenno-bełkotliwego wywodu, pora na przepis.


Składniki na danie dla dwóch osób:

  • pół paczki makaronu spaghetti
  • 200 g mielonego mięsa (polecam mięso z szynki)
  • 250 ml passaty z pomidorów (polecam K Classic z Kauflandu, naprawdę smaczne pomidory)
  • ząbek czosnku
  • zioła: bazylia, tymianek, oregano (mogą być suszone, zamiast tych poszczególnych ziół można użyć mieszanki ziół prowansalskich)
  • szczypta mielonej ostrej papryki
  • szczypta kurkumy*
  • odrobina suszonego lubczyku*
  • sól, świeżo zmielony pieprz do smaku
  • odrobina oleju do smażenia
  • tarty parmezan


* - lubczyk i kurkuma są moim pomysłem, to tak zwane sekretne składniki ;)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie z dodatkiem łyżki oleju.
Mięso smażymy na niewielkiej ilości tłuszczu aż zmieni kolor na szary.
Zalewamy je pomidorami, dodajemy wszystkie przyprawy i dusimy na niewielkim ogniu przez 10 minut.
Odcedzony makaron wykładamy na talerze i obficie polewamy sosem, na samym końcu posypujemy parmezanem.
Podsumowując: danie jest nienapakowane chemią, banalne i szybkie w przygotowaniu - gotowe w kwadrans.
I cholernie dobre.
Na wielu blogach widzę to danie z nazwą "strogonow", innymi wariacjami oryginalnej nazwy, o wariacjach ze składem nie wspomnę.
Moja wersja jest dość bliska do klasycznego przepisu, jedynym urozmaiceniem, które dorzuciłam od siebie jest czerwona papryka, bo akurat miałam w domu i coś musiałam z nią zrobić.
Można do tego dania wykorzystać różne rodzaje mięsa, niekoniecznie wołowiny.
Jednak oryginalny przepis zawiera polędwicę wołową, z mojego doświadczenia właśnie z takim mięsem boeuf stroganow smakuje najlepiej. Próbowałam też dodawać udziec wołowy, a także wieprzowinę. Zawsze było smacznie, ale polędwica wołowa jest najdelikatniejsza w smaku. Z tańszej wołowiny polecam udziec albo rostbef.
Sos można również doprawić wytrawnym winem, najlepiej białym, nie jest to jednak konieczne.
Jeżeli chcemy przygotować najbardziej klasyczną wersję dania pomijamy paprykę wymienioną w tym przepisie.




Składniki na danie dla 4 osób:

  • ok. 750 g polędwicy wołowej lub innego wołowego mięsa nadającego się do duszenia
  • spora szalotka lub dwie mniejsze
  • pół litra bulionu mięsnego (DOMOWEGO, nie z kostki! najlepiej drobiowego, może być rosół)
  • 250 g pieczarek
  • świeża czerwona papryka
  • szklanka passaty z pomidorów lub średni słoiczek koncentratu pomidorowego
  • szczypta chilli, łyżeczka słodkiej papryki w proszku
  • sól, pieprz, tymianek, gałka muszkatołowa do smaku
  • opcjonalnie mąka do zagęszczenia sosu
  • olej do smażenia




Siekamy drobno cebulki, wrzucamy na patelnię i podsmażamy, pieczarki kroimy w plastry, dorzucamy do cebuli, smażymy przez około 5-7 minut. Na samym końcu wrzucamy pokrojoną na niewielkie kawałeczki paprykę, smażymy całość przez kolejne dwie minuty. Następnie przekładamy do głębszego garnka.
Mięso kroimy w kostkę o boku ok. 2 cm, szybko obsmażamy je na mocno rozgrzanej patelni, gdy zmieni kolor na szary dorzucamy do garnka z pieczarkami i papryką.
Zalewamy składniki w garnku bulionem. Doprawiamy solą, pieprzem, chilli i papryką. Zagotowujemy.
Po doprowadzeniu bulionu do wrzenia zmniejszamy ogień, dodajemy passatę i dusimy aż mięso zmięknie. Polędwica robi się szybko miękka, inne rodzaje mięsa należy dusić pod przykryciem przez ok. półtorej godziny. Ja nawet polędwicę duszę długo, bo lubię mięso,które się wręcz rozpada pod naciskiem.
W połowie czasu duszenia dodajemy tymianek.
Na sam koniec możemy zagęścić sos mąką (ja używam w tym celu tortowej - już jedna łyżka załatwia sprawę).
Podajemy z pieczywem.
Ostatnio miał być post śniadaniowy - nie wyszło.
Dzisiejsze śniadanie to poprawiacz humoru.
Zaczęłam dzień od złamanego obcasa i przymusowych butowych zakupów. Niesamowicie się cieszę, że o 10 w sklepach nie ma tłumów, bo ludzi już bym nie zniosła. Moja galopująca socjopatia czasem lekko mnie przeraża. Szalejący za oknem śnieg jeszcze bardziej, o niczym tak nie marzę, jak o wiośnie, bo niestety marzenie o milionie dolarów jest poza wszelkimi kategoriami.
Wracając do tematu - kanapki z awokado są na tyle uniwersalne i wizualnie ładne (jak na kanapki), że mogą być też przystawką na małej imprezie.
Kurczak może być smażony, chociaż moim zdaniem całość na tym straci.
Ja użyłam gotowanego na parze, bo akurat poprzedniego dnia gotowałam filety do risotto.




Składniki:

  • dobre ciemne pieczywo, idealne byłoby domowe, ale niektóre wypieki z Lidla dają radę (polecam chleb drwalski)
  • filet z kurczaka ugotowany na parze
  • awokado obrane ze skórki i pokrojone w plastry o grubości ok. 0,5 cm
  • dobry majonez, delikatny w smaku
  • świeżo mielony pieprz

Pieczywo smarujemy majonezem, posypujemy odrobiną pieprzu, układamy awokado i "poszarpane" kawałki kurczaka.
Można dodać jajko na twardo.
Ale być może tutaj nie warto mnie słuchać, bo ja ostatnio wszędzie dodawałabym jajka, wczoraj na kolację zjadłam fasolkę po bretońsku z jajkiem sadzonym. W zasadzie z dwoma. 
Smacznego ;)
Zazwyczaj kupowałam gotowe tortille przy okazji różnych gazetek tematycznych w Biedronce czy Lidlu.
Miałam 4-5 lat temu swoje pierwsze podejścia do zrobienia domowych wrapów, które jednak okazały się rozczarowaniem - były twarde i kruszyły się.
Ostatnio natknęłam się na trik, który pozwala tej twardości uniknąć.
Nie byłabym sobą, gdybym go szybciutko nie wypróbowała.
Efekty były świetne, dlatego dziś się z Wami dzielę przepisem na domowe wrapy, które wychodzą mięciutkie i pyszne.
U mnie wrapy w wersji paprykowej, spokojnie można paprykę w składzie pominąć, albo zastąpić innym składnikiem, np. bazylią czy pietruszką.



Składniki na ok. 6 wrapów:
  • szklanka mąki pszennej
  • ok. 150 ml ciepłej wody
  • łyżka oleju
  • pół łyżeczki soli
  • łyżeczka mielonej papryki słodkiej

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy olej, sól i wodę.
Zagniatamy szybko ciasto, w razie potrzeby dosypując więcej mąki lub dolewając wody. Ciasto powinno być dość suche w konsystencji.
Przykrywamy je ściereczką i odstawiamy na 20 minut.
Następnie rolujemy je w wałek podsypując delikatnie mąką.
Wałek dzielimy na części i każdą z nich rozwałkowujemy na cienki placek.
Ja swoje wrapy wycinałam plastikową miską, bo niestety do kształtu regularnego koła było im daleko.
Mocno rozgrzewamy teflonową lub ceramiczną patelnię bez tłuszczu.
Każdy placek smażymy po ok. 40 sekund z każdej strony. Brązowych plamek nie może być zbyt wiele, poza tym słabiej wysmażone wrapy będą bardziej elastyczne.
Wrapy układamy na talerzu i przykrywamy je lekko wilgotną ściereczką - dzięki temu trikowi nie wyschną i będą się ładnie zwijać.




Dodatki:
U mnie to smażone w panierce filety z kurczaka, konserwowa kukurydza z puszki, drobno posiekana kapusta pekińska. Można dodać grubo tarty żółty ser. 
Koniecznie dodajemy sos, bez niego wrapy będą za suche.