Mój zapał do blogowania całkiem przygasł, podobnie z zapałem do gotowania nowych rzeczy.
Niby mam jeszcze zaległe zdjęcia i przepisy, które się na blogu nie pojawiły, ale myśl o dodawaniu nowych postów wzbudza jedynie reakcję typu "meh".
Dawno mnie tu nie było, więc zacznę od pytania: Jak Wam minął tym razem nie tydzień, a styczeń?
U mnie obyło się (w miarę) bez pourodzinowej depresji, a zaraz po urodzinach musiałam (niestety) wrócić do pracy. Szczerze mówiąc wcale się za nią nie stęskniłam.
Gdzieś pomiędzy "jestem stara" i "nie znoszę tej pracy" przewinął się atak zimy, zimy też nie znoszę, zdecydowanie wolę jesienną deszczowo-mglistą pogodę od śniegu. Prawdę mówiąc bardzo lubię jesienną deszczowo-mglista pogodę.
Po śniegu na szczęście od paru dni nie ma nawet śladu, mam nadzieję, że tak już zostanie.
A jak Wam minął ten zimowy miesiąc?







Wino + Casual = idealny piątkowy wieczor




A czasami w leniwe dni na stół wjeżdża chińszczyzna

Takie śniadania lubię ;)

Polędwiczki z cydrem, śmietanką i karmelizowanymi kwaśnymi jabłkami


Urocze <3


Moja garderoba bardziej kolorowa nie będzie.

Wspaniała konstrukcja po prostu. Tak, to się rusza i ciężko to wcisnąć. 
Średnio udane urodzinowe prezenty w pracy

Dzisiaj moje urodziny. Osiemnaste po raz jedenasty, jak to mawia kolega ;)
Obecna temperatura za oknem jest chyba najgorszym prezentem ever.
Pomijam to, że prawie się popłakałam, gdy aplikacja w telefonie pokazała mi -12 stopni.
Wiem, że z pewnością są wśród Was osoby czekające na chociażby kilka białych dni, ale ja zdecydowanie do tych osób nie należę i Boże Narodzenie z temperaturą +10 stopni bardzo mi pasowało.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla Was :)



Jak powrót do przeszłości, mój ulubiony tusz sprzed kilkunastu lat

Pyszne <3

Niezbyt pyszne...

Mój nowy czerwony faworyt

Faworyt w akcji ;)

Kiedyś był już dość podobny post, ale przy robieniu porządków na blogu najwyraźniej go usunęłam, więc pozostaje mi jedynie zrobić wersję 2.0. aktualną, przy okazji.
Trochę mało istotnych informacji na mój temat, wszystko, co przyszło mi do głowy.
Jest chaotycznie, mam nadzieję, że mi wybaczycie.
P.S. Niektóre leki naprawdę zmieniają smak, kiedyś gustowałam w mlecznej czekoladzie (której nie miałam w ustach od kwietnia, za wyjątkiem jednej kostki Rebera spożytej z czystej ciekawości), a teraz nawet czekolada o zawartości kakao ok. 75% jest dla mnie za słodka, za to 92-95% jest w sam raz :)
  1. Jestem totalną niezdarą, jeżeli można coś upuścić, o coś się potknąć, o coś się uderzyć, to na 100% ja właśnie tę rzecz upuszczę, o tę się potknę, a o jeszcze inną uderzę. 
  2. Mam tak żałośnie marną orientację w terenie, że właściwie to można powiedzieć, że nie mam jej wcale. Potrafię się zgubić na prostej drodze (i zdarzało mi się to), potrafię po kilku miesiącach mieszkania gdzieś pomylić drogi i zastanawiać się "jak ja się tu znalazłam".
  3. Z moją koordynacją jest jeszcze gorzej, czasami się zastanawiam, czy ominęły mnie jakieś lekcje chodzenia, czy co. Moja niezdarność prowadzi do tego, że kompletnie nie potrafię na przykład tańczyć. Biorąc pod uwagę to, że od paru lat jestem w związku z naprawdę dobrym tancerzem, na weselach on zazwyczaj króluje na parkiecie, a ja doskonalę umiejętność picia wina. Co do chodzenia, to jak jest ślisko, jest jeszcze gorzej, raz zimą w drodze do pracy wywinęłam tak widowiskowego orła, że aż wyprowadzająca psa starsza pani do mnie podeszła, żeby spytać, czy nic mi się nie stało.
  4. Mam dużą wadę wzroku - ok. -17D przy jednym oku i ponad -10 przy drugim. Od jakichś 15 lat noszę soczewki, ale po ich zdjęciu i przed ponownym założeniem jestem tak ślepa, że chodząc po mieszkaniu obijam się o futryny i meble. Dosłownie. Tak, wyglądam przez to jak ofiara przemocy domowej. 
  5. Uwielbiam atmosferę kurortów po sezonie. Cisza i spokój. Dlatego zazwyczaj idę na urlop we wrześniu.
  6. Panicznie boję się robaków, potrafię wpaść w histerię i się rozbeczeć na widok biedronki. Za to niespecjalnie boję się pająków, żaby mnie brzydzą, a węże wcale mnie nie ruszają.
  7. Kiedyś nawet lubiłam ludzi, a potem dostałam pierwszą w życiu pracę i mi przeszło. Raczej na dobre. Ponad wszystko cenię sobie spokój i lubię pobyć sama.
  8. W temacie ludzi - sama nie jestem rozmowna i ludzie, którzy dużo mówią strasznie mnie męczą.
  9. Kocham buty, niestety bez wzajemności, statystycznie na 10 par butów jakieś 9,5 mnie obciera. Nawet w tej chwili mam pięty całkowicie zmasakrowane przez nowe botki.
  10. Nienawidzę sportów zespołowych, biegam tylko solo (ze słuchawkami na uszach, nie wyobrażam sobie biegania bez muzyki), a poza tym najczęściej uprawiane przeze mnie sporty to joga i pilates.
  11. W wieku nastoletnim (jakoś w gimnazjum/liceum) byłam przez ok. 3 (4?) lata wegetarianką. Młodzieńcze ideały szlag trafił po odkryciu smaku kurczaka na nowo.
  12. W filmach/serialach/książkach lubię popieprzone emocjonalnie czarne charaktery, nie przepadam za filmidłami z happy endem, a sama myśl o książkach Sparksa zakończonych tradycyjnym "i żyli długo i szczęśliwie" albo "i ona umarła, na zawsze pozostając miłością jego życia" sprawia, że rzygam tęczą.
  13. Nie rozumiem fenomenu fantastyki. Fakt, mając jakieś niecałe 3 lata uczyłam się czytać na komiksach o Thorgalu, ale to się raczej nie liczy. Tolkien to moja największa trauma, nigdy nie ciągnęło mnie do Pottera, Grę o tron odpuściłam sobie po jakichś pięciu minutach, na myśl o produkcjach, w których pojawiają się wampiry mam dreszcze - i to bynajmniej nie ze strachu, przysypiam z nudów na The walking dead, usnęłam w kinie na Troi i uważam większość szumnie nagradzanych filmów za mocno przereklamowane.
  14. Jednocześnie nie hejtuję nie znając tematu, na zasadzie "nie widziałam/nie znam, ale nie lubię i już. dlaczego? bo nie.". Dlatego przemęczyłam się oglądając Zmierzch (pomiędzy skarpetkami w mojej szafie jest więcej chemii, niż pomiędzy tymi "aktorami"), czytając Greya (a myślałam, że to przygody Sookie Stackhouse są literaturą najniższych lotów, opowiastką pisaną przez niewyżytą gimnazjalistkę o bardziej, niż wątpliwym warsztacie...), przeczytałam nawet chyba z 7 książek o losach alkoholika o nazwisku Hole.
  15. Na co dzień nie czytam zbyt wiele, z czego nie jestem dumna, najwięcej czytam w weekendy/dni wolne/na urlopach. W "zwykłe" dni raczej oglądam filmy.
  16. Miałam być prawnikiem, przez 2 lata uczyłam się na kierunku prawniczo-ekonomicznym. "Przechodziłam" też przez filologię angielską.
  17. Jakoś w liceum próbowałam palić papierosy. Po kilku paczkach dałam sobie spokój twierdząc, że to jedna z najbardziej przereklamowanych rzeczy na świecie i np. czekolada jest o wiele lepsza.
  18. Nie cierpię musicali. Z kilkoma wyjątkami - Deszczową piosenkę widziałam wiele razy i uważam ją za arcydzieło idealne, a Across the universe lubię ze względu na muzykę Beatlesów, których fanką jestem od dziecka. Z kolei przez West Side Story nie dam rady przebrnąć bez butelki wina.
  19. Mam nie wrodzony, a nabyty lęk wysokości. Nawet na drabinę nie wejdę. Wszystko przez głupie zakłady w gimnazjum, łażenie po dachach i to, że przeszłam raz po belce zawieszonej kilka pięter nad ziemią. Teraz, 15 lat po tym zdarzeniu pukam się w czoło z przekonaniem, że miałam więcej szczęścia, niż rozumu.
  20. Nie dla mnie dieta wegańska, nie przeżyłabym bez różnej maści serów.
  21. Uwielbiam owoce. Latem truskawki i arbuzy pożeram kilogramami (uwielbiam pokroić melony i arbuza w drobną kostkę, wrzucić do wielkiej miski, schłodzić w lodówce i jeść, aż prawie pęknę), a zimą to samo robię z cytrusami. Potrafię zjeść 1.5 kilograma mandarynek czy pomarańczy za jednym posiedzeniem, preferuję jednak mandarynki, bo po takiej ilości pomarańczy do końca dnia mam paraliż języka.
  22. Szaleję za południowoeuropejskimi wytrawnymi winami. Generalnie bardziej lubię białe, ale czerwonymi włoskimi nigdy nie pogardzę.
  23. Kocham czarną, świeżo zaparzoną kawę. Bez cukru i bez mleka. Niestety nie mogę pić kawy pod żadną postacią, bo nie "gra" z lekami, które biorę.
  24. Kawa czy herbata z cukrem to taka sama zbrodnia, jak słodkie wino. Fuj. Herbatę przestałam słodzić jeszcze w podstawówce, kawy chyba nigdy nie słodziłam.
  25. Bawią mnie rzeczy, które nie powinny. Dodatkowo czasami nawet mój chłop, znający mnie od prawie pięciu lat nie wie, czy mówię serio, czy to tylko sarkazm.
  26. Jestem trochę jak duży dzieciak, lubię filmy o superbohaterach. No bo serio, Robert Downey Jr urodził się po to, aby być Tonym Starkiem.
  27. Troszkę umiem się bić, ale tylko troszkę. Pewien bardzo miły pan kilka lat temu nauczył mnie podstaw boksu. Bardzo miło wspominam tego pana i wszystko z nim związane.
  28. Całkowicie odzwyczaiłam się od słodyczy, obecnie mleczna czekolada może dla mnie nie istnieć, a jak jej próbuję, to wcale mi nie smakuje. Rozsmakowałam się za to w czekoladach o dużej zawartości kakao (moim hitem jest czekolada organiczna Vivani 92%).
  29. Lubię dużo chodzić. Na wakacjach przejście 25-30 km na przykład do sąsiedniej miejscowości nie jest dla mnie żadnym problemem. O ile mam wygodne buty oczywiście.
  30. Jestem domatorką, nie lubię chodzić po imprezach ani po knajpach. Jedynie do kina czasami chodzę.
  31. Poza winem i raz na jakiś czas (przeważnie na wakacjach) dobrym pszenicznym piwem nie pijam żadnych alkoholi. Nie znoszę wódki i wszelkiego rodzaju kolorowych drinków.
  32. Uważam, że lakierów do paznokci, świeczek/wosków zapachowych i herbat nigdy nie może być "za dużo".
  33. Lubię lato, ale ostatnio moją ulubioną porą roku jest jesień.
  34. Nie cierpię robić zakupów. Kupowanie ubrań i butów to męka, chodzenie po centrach handlowych to jedna z najgorszych rzeczy na świecie. Ludzie, wszędzie ludzie, w dodatku łażą jak sieroty i wszędzie jest głośno.
  35. Chciałabym zamieszkać kiedyś na stałe w jakimś małym miasteczku nad morzem.
  36. Mimo całego zwiedzania, jakie w życiu zaliczyłam najbardziej na świecie kocham Bałtyk i Gdynię, zdecydowanie moje ulubione miejsce na świecie.
  37. Strasznie jestem cięta na osoby robiące błędy ortograficzne i językowe, nie potrafię takich ludzi traktować poważnie, choćby nie wiem jakie mieli wykształcenie i czym się zajmowali.
  38. Nauczyłam się czytać mając jakieś 2,5 roku (może ciut wcześniej, ale koniec sierpnia 1990 roku był moim pierwszym wspomnieniem), a pisać w okolicy trzecich urodzin. Mając 3-4 lata prawdopodobnie czytałam więcej, niż teraz, a w czasach gimnazjalno-licealnych czytałam kilkadziesiąt książek miesięcznie (teraz tyle czytam rocznie, i to przy dobrych wiatrach).
  39. Uważam francuski, a także języki azjatyckie i skandynawskie za takie, których absolutnie nie da się nauczyć. Nauka włoskiego i hiszpańskiego za to idzie mi nieźle, portugalski uważam za zbyt świszczący, a z niemieckim mam taki problem, że większość rozumiem, a wypowiadać się nie mogę, bo nie potrafię myśleć w tym języku.
  40. Jestem trochę masochistką, lubię pooglądać sobie horrory, a potem się wszystkiego boję.
  41. Do około 16-17 roku życia myślałam, że jestem totalnym antytalentem kulinarnym i że mam to po mamusi. Owszem, u mnie w domu nigdy nikt nie gotował i nikt tego nie potrafi, ale z czasem trochę się nauczyłam. Pierwszą potrawą, jaką nauczyłam się przyrządzać były frytki.
  42. Raczej nie przeklinam i bardzo razi mnie wulgarne słownictwo u innych.
  43. Jestem bardzo dokładna i bardzo cierpliwa.*
  44. Mam fioła na punkcie porządku. Zawsze MUSI być posprzątane, paprochy na dywanie doprowadzają mnie do szału, będę się wściekać, dopóki nie będzie czyściutko.
  45. Mój kompletny brak koordynacji nie dotyczy zdolności manualnych, jak np. robienie jakichś dekoracyjnych gadżetów, chciałabym mieć na tego typu rzeczy więcej czasu i pomysłów. No i więcej miejsca, oczywiście.
  46. Jeśli chodzi o świece czy perfumy, to lubię konkrety, nie żadne tam owocki. Bardzo lubię zapach lawendy, bzu i jaśminu, zapachy drzewne, pieprzne, męskie, ciepłe i korzenne. Ma być konkretnie i dawać po nosie. Co jest w sumie dziwne, bo jestem migrenowcem.
  47. Mam dziwaczne upodobania żywieniowe. Mimo, że wybrzydzanie jest dziecinne, to jest dość spora grupa produktów, których nie tknę za nic w świecie. Rodzynki, lukrecja, flaki, śledzie, pomidory.
  48. Uważam Paryż za najbardziej przereklamowane miejsce na ziemi. Za dzieciaka mi się podobało, a po ponownej wizycie w wieku już dojrzalszym jedyne, co zauważyłam, to syf, tłok i hałas.
  49. Jeśli chodzi o śpiewanie i taniec, to jestem dosłownie najgorsza na świecie. To dwie rzeczy, których nie robię nigdy, nie ma takiej ilości wina, która skłoniłaby mnie do śpiewania.
  50. Nie cierpię ubrań w wyrazistych kolorach, większość zawartości mojej szafy jest w kolorze czarnym lub szarym. Latem lubię też beże i białe bluzki/koszule.

*) - cierpliwość zazwyczaj nie dotyczy dzieci i wkurzających ludzi.


Bohaterki w filmie piją wino, to ja też, a co!

Niedzielne śniadanie <3

Nawet takich gadżecików nie lubię w żywych kolorach.

Balsamów nie można mieć za dużo. Nigdy.

Najlepszy prezent ever <3

Walczę z moimi upartymi włosami, jak mogę.

W zeszłym tygodniu pisałam o przeziębieniu, a teraz już całkowicie mnie rozłożyło.
Nie mam węchu, smaku, apetytu ani siły, za to w zatokach najwyraźniej mam jakąś studnię bez dna.
Po kilku dniach popijania wyłącznie gorącej herbaty tęsknię za lampką schłodzonego wina.
Które pewnie i tak by się zmarnowało, bo nie mogę poczuć jego smaku, błędne koło.
Troszkę poprawiłam sobie humor nową fryzurą - tak, skróciłam włosy jeszcze o parę centymetrów. Sięgają teraz do ramion i nie mogę się nadziwić, jakie są lekkie i na jak gęste wyglądają.
Wygląda na to, że nieprędko wrócę do długich, zostanę na jakiś czas przy tej długości.
Jedynie facet marudzi, że krótkie, ale przez ponad 4 lata naszej znajomości 3 razy miałam włosy prawie do pasa i 3 razy je ścinałam, jak zwykle posmęci trochę i się przyzwyczai.
Marzy mi się jeszcze przejście z rudości do jasnego blondu, ale wolałabym najpierw uporać się z wypadaniem włosów, bo nie chciałabym mieć marnych blond resztek na głowie.
Jak Wam minął tydzień?
Ubolewacie nad marnymi szansami na białe Święta?

Całkiem niebrzydka dworcowa choinka

Ostatnie w tym roku.

Nie ma to jak tosty cynamonowe z rana <3

Wieczorny relaks i niewielka część ze wszystkich moich lakierów do paznokci w tle

Oświetlenie w południe w słoneczny dzień z pewnością jest NIEZBĘDNE.


Przeziębienie vol. 453464245549643963254668.

Tak chyba powinnam zatytułować ten post.
Ostatnio pisałam o tym, co kocham w późnej jesieni.
Dzisiaj dla odmiany napiszę o tym, czego w niej nienawidzę.
Nienawidzę tego, że znowu mam zatkane zatoki i cieknie mi z nosa.
Nie jest to na szczęście "pełne" przeziębienie, bo katar to jedyne, co mi na tę chwilę dolega, ale nie oszukujmy się - i tak jest to dość niesamowicie upierdliwe.
Ale mglisty, szary widok za oknem na swój sposób urzeka.

Robiąc porządki znalazłam 13 książek - 4 napoczęte i 9 jeszcze przeze mnie nietkniętych.
Myślałam, że to wyłącznie już przeczytanie książki nie mieszczą się w szafce, a tu taka niespodzianka, w sumie cieszy mnie to, że będę miała co czytać w najbliższych tygodniach.

Co poza tym?
Skróciłam włosy. Znowu. W sumie przez ostatnie 2 miesiące skróciłam je o ponad 25 cm.
Nadal są dłuższe, niż do ramion, bo przed pierwszym cięciem sięgały do pasa.
Korci mnie, żeby obciąć jeszcze z 5 cm, ale na razie się chyba wstrzymam.
Lubię to, że kiedy są krótsze są też lżejsze i wyglądają, jakby było ich więcej.
I odkąd znowu mam grzywkę takie krótsze chyba bardziej mi pasują.
Nadal walczę z ich wypadaniem, niestety muszę się przyznać, że zabrakło mi systematyczności, jeżeli chodzi o wcieranie w skalp naparu z kozieradki i szczotkowanie włosów szczotką z włosia dzika.
Albo o tym zapominam, albo mi się nie chce, aż mi szczerze za siebie wstyd.
Po zużyciu trzech butelek wiem też, że Jantar i dwie inne ziołowe odżywki w sprayu Farmony kompletnie u mnie nie działają, a na dodatek podrażniły mi skórę głowy.
Zastanawia mnie Seboradin w sprayu.
Ktoś z Was może stosował? Polecacie?
A może jakieś inne spraye/odżywki/olejki/wcierki?

P.S. Jeżeli przyjdzie Wam do głowy pójść do kina na Tangerine/Mandarynkę, z uwagi na oryginalny pomysł nakręcenia filmu kilkoma iPhone'ami, to ostrzegam - nie warto. Widziałam film kilka tygodni przed polską premierą i był tak nijaki, że nawet po tak krótkim czasie niewiele z niego pamiętam.
Nie wszystko złoto, co się świeci. Nie wszystko nagradzane na festiwalach jest wartościowe.


Grey moją nową miłością <3
Tak powinien pachnieć mężczyzna.

Powinnam mieć bana na zakupy. Dożywotniego.
Zwłaszcza na tak nietrafione zakupy.
Smoked birch tak bardzo wali wędzonką, że nie da się tego palić.

A tak dbam o gości ;)

W życiu bym nie przypuszczała, że posmakuje mi herbata owocowa na bazie hibiskusa.

Domowe burgery są najlepsze.
Sama nie wiem, czy osoba, która wpadła na to, że ser można usmażyć powinna dostać za to jakąś nagrodę, czy smażyć się w piekle.

W tym tygodniu post zdjęciowy wyjątkowo publikuję w sobotę, nie w niedzielę.
Motywem przewodnim dziś będzie późna jesień.
Za co kocham późną jesień? Bo tak, ostatnio lepiej znoszę zimno i polubiłam tę porę roku.
Za to, że mogę bez opamiętania palić lawendowe, paczulowe i cynamonowe świece/woski.
KOCHAM konkretne aromaty. "Męskie", korzenne, drzewne, dymne, pudrowe. I lawendę kocham, i jaśmin, i bez. Ale takie z prawdziwą mocą, doprowadzające wrażliwców do migreny i ataku duszności. Nie dla mnie świeże kwiatki czy mdłe owocki. Podejście do truskawkowego wosku skończyło się tak, że miałam mdłości.
Lubię nosić luźne swetry i przytulne szaliki. I znoszone skórzane botki, które nigdy mnie nie obtarły.
I lubię moje polarowe spodnie od piżamy. W kolorowe bałwanki. Noszone po domu oczywiście.
Kocham jesień za to, że mogę się ubrać od stóp do głów na czarno i nikt nie patrzy na mnie dziwnie, jak to ma miejsce latem. Lubię czerń. Mój zimowy płaszcz jest szary tylko dlatego, że nie znalazłam ładnego i prostego czarnego płaszcza do kolan/ciut dłuższego, a potrzebowałam okrycia na już na wczoraj.
Bordo, brąz, szarość i granat na paznokciach dobrze się komponują z zimowymi ubraniami.
No i sezon na cytrusy. Mandarynki, pomarańcze, zielone grejpfruty, kocham je wszystkie.
W końcu nie są bez smaku jak latem, mandarynki i pomarańcze są kwaskowate i soczyste, a zielone grejpfruty pojawiają się w każdym markecie. Mogę je jeść kilogramami, codziennie. Dosłownie.
I o ile przy grejpfrutach czy pomarańczach ma to skutki uboczne w postaci kilkugodzinnego paraliżu języka (raz zjadłam kilogram pomarańczy za jednym posiedzeniem i do końca dnia nie czułam języka), to przy mandarynkach nic mnie nie powstrzymuje przed totalnym niepohamowanym obżarstwem.
W pobliskim Kaufie dziwnie na mnie patrzą, bo codziennie kupuję ok. 1,5 kg cytrusów.
Cóż, wychodzi na to, że jeżeli chodzi o ilość obejrzanych filmów, zjedzonych cytrusów i serów pleśniowych czy wypitego wina statystycznie wyprzedzam kilkunastu innych Polaków razem wziętych. Wierząc w to, że tak zwany statystyczny Polak czyta jedną książkę rocznie mogłabym do listy dodać jeszcze ilość przeczytanych książek, ale z tej liczby akurat dumna nie jestem, chciałabym czytać dużo więcej. Obecnie mam w domu kilkanaście nieprzeczytanych książek, planuję się z nimi uporać do końca roku. Tego roku, żeby nie było ;)


Mniej więcej połowa dziennej dawki :D

Ta wielka szczota mnie przerosła.
Ktoś wie, jak tego użyć i nie wydłubać sobie oczu?

Lubię. 


Testuję. A raczej mój chłop testuje.
Ja nie jadam takich rzeczy.

I znowu ponarzekam porobię za pogodynkę.
Zzzzzzimnoooo! Protestuję! Chcę normalną jesień, a nie Syberię.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że na razie cieplej nie będzie.
Pora wyciągnąć z szafy cieplejszy szal i czapkę.
Wolałabym teraz zapaść w jakiś sen zimowy czy coś.
A tu tylko przechodzę w tryb oszczędny.
Oszczędzam na jedzeniu, bo po lekach mam mdłości i jeść nie mogę.
Z innej beczki - Jessica Jones jest rozczarowaniem roku.
To dobry serial, ale "dobry" wcale nie jest żadnym wyczynem, nie zasługuje na zachwyt.
A liczyłam, że będzie rewelacyjny.

W końcu jest <3

Jedna z lepszych ekspresowych, ale i tak nie ma startu do liściastych z MyTea

Wcieram napar z kozieradki w skalp, podobno ma hamować wypadanie włosów. Zobaczymy. Na razie moje włosy śmierdzą rosołem.

Faza I - muszę spróbować.
Faza II - omamuniujakietoniedobre
Faza III - trauma do końca życia
A ja naprawdę lubię słony karmel. Tylko nie w towarzystwie przesłodzonej czekolady.

Znalezione w starej torbie, póki co jeden z lepszych filmów roku

Moje ulubione jesienne kolory.


Chorowanie ma swoje plusy. No, właściwie jeden plus - dużo wolnego czasu.
Nadrobiłam całe Gotham, które rok temu uznałam za słaby serial, a teraz zmieniłam zdanie.
Przeczytałam "napoczęte" kiedyś książki, obejrzałam sporo filmów.
Zrobiłam kilka rzeczy, za które miałam się zabrać dawno temu, ale jakoś było mi nie po drodze.
I niestety, mimo, że lubię jesień, to muszę ponarzekać dziś na pogodę.
Ja wiem, że już prawie grudzień, ale płakać mi się chce na myśl o tym, że temperatura z ok. 10 stopni spadła w okolice zera i cienki bawełniany wiosenno-jesienny płaszczyk będę musiała zamienić na wełniany.
Mam nadzieję, że chociaż śniegu dłuuugo jeszcze nie zobaczę.
A z innej beczki, suchy szampon z Biedronki był chyba najgorszym zakupem ever.
Już rossmannowa Isana sprawdza się o wiele lepiej i nie wypluwa z opakowania połowy zawartości za jednym zamachem. Tak, wydajność biedronkowego szamponu jest tragiczna.

Taki ładny jesienny wczesny poranek


Świątecznie mi <3

Kocham karmelizowane owoce


Moje zakupy ze wszystkich rossmannowych promocji, chyba pierwszy raz stwierdziłam, że prawie niczego mi nie trzeba ;)

I wspomnienie lata na koniec ;)