Kiedyś był już dość podobny post, ale przy robieniu porządków na blogu najwyraźniej go usunęłam, więc pozostaje mi jedynie zrobić wersję 2.0. aktualną, przy okazji.
Trochę mało istotnych informacji na mój temat, wszystko, co przyszło mi do głowy.
Jest chaotycznie, mam nadzieję, że mi wybaczycie.
P.S. Niektóre leki naprawdę zmieniają smak, kiedyś gustowałam w mlecznej czekoladzie (której nie miałam w ustach od kwietnia, za wyjątkiem jednej kostki Rebera spożytej z czystej ciekawości), a teraz nawet czekolada o zawartości kakao ok. 75% jest dla mnie za słodka, za to 92-95% jest w sam raz :)
- Jestem totalną niezdarą, jeżeli można coś upuścić, o coś się potknąć, o coś się uderzyć, to na 100% ja właśnie tę rzecz upuszczę, o tę się potknę, a o jeszcze inną uderzę.
- Mam tak żałośnie marną orientację w terenie, że właściwie to można powiedzieć, że nie mam jej wcale. Potrafię się zgubić na prostej drodze (i zdarzało mi się to), potrafię po kilku miesiącach mieszkania gdzieś pomylić drogi i zastanawiać się "jak ja się tu znalazłam".
- Z moją koordynacją jest jeszcze gorzej, czasami się zastanawiam, czy ominęły mnie jakieś lekcje chodzenia, czy co. Moja niezdarność prowadzi do tego, że kompletnie nie potrafię na przykład tańczyć. Biorąc pod uwagę to, że od paru lat jestem w związku z naprawdę dobrym tancerzem, na weselach on zazwyczaj króluje na parkiecie, a ja doskonalę umiejętność picia wina. Co do chodzenia, to jak jest ślisko, jest jeszcze gorzej, raz zimą w drodze do pracy wywinęłam tak widowiskowego orła, że aż wyprowadzająca psa starsza pani do mnie podeszła, żeby spytać, czy nic mi się nie stało.
- Mam dużą wadę wzroku - ok. -17D przy jednym oku i ponad -10 przy drugim. Od jakichś 15 lat noszę soczewki, ale po ich zdjęciu i przed ponownym założeniem jestem tak ślepa, że chodząc po mieszkaniu obijam się o futryny i meble. Dosłownie. Tak, wyglądam przez to jak ofiara przemocy domowej.
- Uwielbiam atmosferę kurortów po sezonie. Cisza i spokój. Dlatego zazwyczaj idę na urlop we wrześniu.
- Panicznie boję się robaków, potrafię wpaść w histerię i się rozbeczeć na widok biedronki. Za to niespecjalnie boję się pająków, żaby mnie brzydzą, a węże wcale mnie nie ruszają.
- Kiedyś nawet lubiłam ludzi, a potem dostałam pierwszą w życiu pracę i mi przeszło. Raczej na dobre. Ponad wszystko cenię sobie spokój i lubię pobyć sama.
- W temacie ludzi - sama nie jestem rozmowna i ludzie, którzy dużo mówią strasznie mnie męczą.
- Kocham buty, niestety bez wzajemności, statystycznie na 10 par butów jakieś 9,5 mnie obciera. Nawet w tej chwili mam pięty całkowicie zmasakrowane przez nowe botki.
- Nienawidzę sportów zespołowych, biegam tylko solo (ze słuchawkami na uszach, nie wyobrażam sobie biegania bez muzyki), a poza tym najczęściej uprawiane przeze mnie sporty to joga i pilates.
- W wieku nastoletnim (jakoś w gimnazjum/liceum) byłam przez ok. 3 (4?) lata wegetarianką. Młodzieńcze ideały szlag trafił po odkryciu smaku kurczaka na nowo.
- W filmach/serialach/książkach lubię popieprzone emocjonalnie czarne charaktery, nie przepadam za filmidłami z happy endem, a sama myśl o książkach Sparksa zakończonych tradycyjnym "i żyli długo i szczęśliwie" albo "i ona umarła, na zawsze pozostając miłością jego życia" sprawia, że rzygam tęczą.
- Nie rozumiem fenomenu fantastyki. Fakt, mając jakieś niecałe 3 lata uczyłam się czytać na komiksach o Thorgalu, ale to się raczej nie liczy. Tolkien to moja największa trauma, nigdy nie ciągnęło mnie do Pottera, Grę o tron odpuściłam sobie po jakichś pięciu minutach, na myśl o produkcjach, w których pojawiają się wampiry mam dreszcze - i to bynajmniej nie ze strachu, przysypiam z nudów na The walking dead, usnęłam w kinie na Troi i uważam większość szumnie nagradzanych filmów za mocno przereklamowane.
- Jednocześnie nie hejtuję nie znając tematu, na zasadzie "nie widziałam/nie znam, ale nie lubię i już. dlaczego? bo nie.". Dlatego przemęczyłam się oglądając Zmierzch (pomiędzy skarpetkami w mojej szafie jest więcej chemii, niż pomiędzy tymi "aktorami"), czytając Greya (a myślałam, że to przygody Sookie Stackhouse są literaturą najniższych lotów, opowiastką pisaną przez niewyżytą gimnazjalistkę o bardziej, niż wątpliwym warsztacie...), przeczytałam nawet chyba z 7 książek o losach alkoholika o nazwisku Hole.
- Na co dzień nie czytam zbyt wiele, z czego nie jestem dumna, najwięcej czytam w weekendy/dni wolne/na urlopach. W "zwykłe" dni raczej oglądam filmy.
- Miałam być prawnikiem, przez 2 lata uczyłam się na kierunku prawniczo-ekonomicznym. "Przechodziłam" też przez filologię angielską.
- Jakoś w liceum próbowałam palić papierosy. Po kilku paczkach dałam sobie spokój twierdząc, że to jedna z najbardziej przereklamowanych rzeczy na świecie i np. czekolada jest o wiele lepsza.
- Nie cierpię musicali. Z kilkoma wyjątkami - Deszczową piosenkę widziałam wiele razy i uważam ją za arcydzieło idealne, a Across the universe lubię ze względu na muzykę Beatlesów, których fanką jestem od dziecka. Z kolei przez West Side Story nie dam rady przebrnąć bez butelki wina.
- Mam nie wrodzony, a nabyty lęk wysokości. Nawet na drabinę nie wejdę. Wszystko przez głupie zakłady w gimnazjum, łażenie po dachach i to, że przeszłam raz po belce zawieszonej kilka pięter nad ziemią. Teraz, 15 lat po tym zdarzeniu pukam się w czoło z przekonaniem, że miałam więcej szczęścia, niż rozumu.
- Nie dla mnie dieta wegańska, nie przeżyłabym bez różnej maści serów.
- Uwielbiam owoce. Latem truskawki i arbuzy pożeram kilogramami (uwielbiam pokroić melony i arbuza w drobną kostkę, wrzucić do wielkiej miski, schłodzić w lodówce i jeść, aż prawie pęknę), a zimą to samo robię z cytrusami. Potrafię zjeść 1.5 kilograma mandarynek czy pomarańczy za jednym posiedzeniem, preferuję jednak mandarynki, bo po takiej ilości pomarańczy do końca dnia mam paraliż języka.
- Szaleję za południowoeuropejskimi wytrawnymi winami. Generalnie bardziej lubię białe, ale czerwonymi włoskimi nigdy nie pogardzę.
- Kocham czarną, świeżo zaparzoną kawę. Bez cukru i bez mleka. Niestety nie mogę pić kawy pod żadną postacią, bo nie "gra" z lekami, które biorę.
- Kawa czy herbata z cukrem to taka sama zbrodnia, jak słodkie wino. Fuj. Herbatę przestałam słodzić jeszcze w podstawówce, kawy chyba nigdy nie słodziłam.
- Bawią mnie rzeczy, które nie powinny. Dodatkowo czasami nawet mój chłop, znający mnie od prawie pięciu lat nie wie, czy mówię serio, czy to tylko sarkazm.
- Jestem trochę jak duży dzieciak, lubię filmy o superbohaterach. No bo serio, Robert Downey Jr urodził się po to, aby być Tonym Starkiem.
- Troszkę umiem się bić, ale tylko troszkę. Pewien bardzo miły pan kilka lat temu nauczył mnie podstaw boksu. Bardzo miło wspominam tego pana i wszystko z nim związane.
- Całkowicie odzwyczaiłam się od słodyczy, obecnie mleczna czekolada może dla mnie nie istnieć, a jak jej próbuję, to wcale mi nie smakuje. Rozsmakowałam się za to w czekoladach o dużej zawartości kakao (moim hitem jest czekolada organiczna Vivani 92%).
- Lubię dużo chodzić. Na wakacjach przejście 25-30 km na przykład do sąsiedniej miejscowości nie jest dla mnie żadnym problemem. O ile mam wygodne buty oczywiście.
- Jestem domatorką, nie lubię chodzić po imprezach ani po knajpach. Jedynie do kina czasami chodzę.
- Poza winem i raz na jakiś czas (przeważnie na wakacjach) dobrym pszenicznym piwem nie pijam żadnych alkoholi. Nie znoszę wódki i wszelkiego rodzaju kolorowych drinków.
- Uważam, że lakierów do paznokci, świeczek/wosków zapachowych i herbat nigdy nie może być "za dużo".
- Lubię lato, ale ostatnio moją ulubioną porą roku jest jesień.
- Nie cierpię robić zakupów. Kupowanie ubrań i butów to męka, chodzenie po centrach handlowych to jedna z najgorszych rzeczy na świecie. Ludzie, wszędzie ludzie, w dodatku łażą jak sieroty i wszędzie jest głośno.
- Chciałabym zamieszkać kiedyś na stałe w jakimś małym miasteczku nad morzem.
- Mimo całego zwiedzania, jakie w życiu zaliczyłam najbardziej na świecie kocham Bałtyk i Gdynię, zdecydowanie moje ulubione miejsce na świecie.
- Strasznie jestem cięta na osoby robiące błędy ortograficzne i językowe, nie potrafię takich ludzi traktować poważnie, choćby nie wiem jakie mieli wykształcenie i czym się zajmowali.
- Nauczyłam się czytać mając jakieś 2,5 roku (może ciut wcześniej, ale koniec sierpnia 1990 roku był moim pierwszym wspomnieniem), a pisać w okolicy trzecich urodzin. Mając 3-4 lata prawdopodobnie czytałam więcej, niż teraz, a w czasach gimnazjalno-licealnych czytałam kilkadziesiąt książek miesięcznie (teraz tyle czytam rocznie, i to przy dobrych wiatrach).
- Uważam francuski, a także języki azjatyckie i skandynawskie za takie, których absolutnie nie da się nauczyć. Nauka włoskiego i hiszpańskiego za to idzie mi nieźle, portugalski uważam za zbyt świszczący, a z niemieckim mam taki problem, że większość rozumiem, a wypowiadać się nie mogę, bo nie potrafię myśleć w tym języku.
- Jestem trochę masochistką, lubię pooglądać sobie horrory, a potem się wszystkiego boję.
- Do około 16-17 roku życia myślałam, że jestem totalnym antytalentem kulinarnym i że mam to po mamusi. Owszem, u mnie w domu nigdy nikt nie gotował i nikt tego nie potrafi, ale z czasem trochę się nauczyłam. Pierwszą potrawą, jaką nauczyłam się przyrządzać były frytki.
- Raczej nie przeklinam i bardzo razi mnie wulgarne słownictwo u innych.
- Jestem bardzo dokładna i bardzo cierpliwa.*
- Mam fioła na punkcie porządku. Zawsze MUSI być posprzątane, paprochy na dywanie doprowadzają mnie do szału, będę się wściekać, dopóki nie będzie czyściutko.
- Mój kompletny brak koordynacji nie dotyczy zdolności manualnych, jak np. robienie jakichś dekoracyjnych gadżetów, chciałabym mieć na tego typu rzeczy więcej czasu i pomysłów. No i więcej miejsca, oczywiście.
- Jeśli chodzi o świece czy perfumy, to lubię konkrety, nie żadne tam owocki. Bardzo lubię zapach lawendy, bzu i jaśminu, zapachy drzewne, pieprzne, męskie, ciepłe i korzenne. Ma być konkretnie i dawać po nosie. Co jest w sumie dziwne, bo jestem migrenowcem.
- Mam dziwaczne upodobania żywieniowe. Mimo, że wybrzydzanie jest dziecinne, to jest dość spora grupa produktów, których nie tknę za nic w świecie. Rodzynki, lukrecja, flaki, śledzie, pomidory.
- Uważam Paryż za najbardziej przereklamowane miejsce na ziemi. Za dzieciaka mi się podobało, a po ponownej wizycie w wieku już dojrzalszym jedyne, co zauważyłam, to syf, tłok i hałas.
- Jeśli chodzi o śpiewanie i taniec, to jestem dosłownie najgorsza na świecie. To dwie rzeczy, których nie robię nigdy, nie ma takiej ilości wina, która skłoniłaby mnie do śpiewania.
- Nie cierpię ubrań w wyrazistych kolorach, większość zawartości mojej szafy jest w kolorze czarnym lub szarym. Latem lubię też beże i białe bluzki/koszule.
*) - cierpliwość zazwyczaj nie dotyczy dzieci i wkurzających ludzi.
 |
| Bohaterki w filmie piją wino, to ja też, a co! |
 |
| Niedzielne śniadanie <3 |
 |
| Nawet takich gadżecików nie lubię w żywych kolorach. |
 |
| Balsamów nie można mieć za dużo. Nigdy. |
 |
| Najlepszy prezent ever <3 |
 |
| Walczę z moimi upartymi włosami, jak mogę. |