Ale z moim dość (no dobra, ekstremalnie) wrażliwym żołądkiem pójście do takiego McDonald's byłoby niemal jak samobójstwo, ostatnio poczęstowałam się maleńkim (wielkości połowy kromki chleba) kawałkiem pizzy z Biedronki, w dodatku wywaliłam dodatki, bo boję się pseudo mięsa z mrożonek. Jak się to skończyło? Zatrułam się tym tak, że miałam dwa dni wyjęte z życia.
Właśnie dlatego, pomijając niektóre miejsca, gdzie można dostać dobre frytki (Belgijki :) ) nie chadzam do fast foodów - nie jestem masochistką. Kiedy mam ochotę na tego typu jedzenie - robię je sobie sama.
Dzisiaj currywurst, czyli fast food rodem z budek stojących przy niemieckiej ulicy. Z pieczonymi ziemniakami, świeżą marchewką i aromatycznym sosem.
Składniki:
- dobra kiełbasa (może być typowo polska, np. toruńska, może też być bratwurst, próbowałam obie wersje i obie są pyszne) - 350-400 g
- sos curry:
- 200 ml dobrego ketchupu ("dobrego" czyli o dużej zawartości pomidorów, polecam ketchup Mikado z Lidla, Włocławek w słoiku, Heinz, albo ketchup w szkle z Tesco)
- mała szalotka
- łyżeczka sosu worcestershire
- pół łyżeczki cukru
- dwie łyżeczki mieszanki przypraw curry, sól, pieprz
- odrobina oleju
Kiełbasę smażymy na małej ilości tłuszczu.
Cebulkę siekamy jak najdrobniej, podsmażamy na innej patelni. Dodajemy ketchup, w razie potrzeby odrobinę wody i przyprawy, gotujemy sos na małym ogniu przez kilka minut.
Polewamy nim na talerzu usmażone kiełbaski, można dodatkowo posypać curry.

