Donuts i wspomnienia :)
Któż nie lubi puszystych oponek z ciasta? Zwłaszcza obtoczonych w cukrze pudrze albo oblanych polewą czy czekoladą? Ciężko o lepszy dodatek do porannej kawy czy herbaty :)
Składniki:
- opakowanie suszonych drożdży
- 2 szklanki mąki
- pół szklanki drobnego cukru (najlepiej trzcinowego)
- 50g stopionego masła
- kilka łyżek ciepłej wody
- pół szklanki ciepłego mleka
- dwa jajka
Drożdże rozrabiamy z wodą i mlekiem, ucieramy i odstawiamy na kwadrans w ciepłe miejsce.
Po upływie tego czasu dodajemy cukier, mąkę, jajka i masło. Mieszamy do momentu połączenia składników, zagniatamy ciasto. Przekładamy je do naczynia wysmarowanego tłuszczem, przykrywamy ścierką i odkładamy na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Po godzinie ponownie zagniatamy ciasto, wykładamy je na stolnicę wysmarowaną tłuszczem i rozwałkowujemy na grubość 1-1,5cm.
Kubkiem wykrawamy z ciasta kółka, a w każdym kółku dodatkowo wykrawamy kieliszkiem dziurkę.
Gotowe kółka rozkładamy na papierze do pieczenia i przykrywamy ściereczką, odstawiamy na 40 minut, żeby jeszcze wyrosły.
Po upływie 40 minut rozgrzewamy patelnię z dużą ilością oleju i smażymy oponki na złoty kolor na średnim ogniu. Po usmażeniu odsączamy krążki na ręczniku papierowym i dekorujemy wedle uznania.
Smacznego!
Drugą rzeczą, o której chciałam dziś napisać, jest wspomnienie o pewnym miejscu.
Parę lat temu włócząc się po centrum Warszawy w słoneczny letni dzień natrafiłam na maleńką kawiarenkę, jedną z pierwszym warszawskich muffiniarni, jeszcze sprzed świetności tej najbardziej znanej, z Lolą w nazwie.
Muffiniarnia nazywała się Goodies i można było tam kupić pyszne muffinki za 5zł. Można było też napić się tam gorącej czekolady z maleńkimi piankami i syropem - coś wspaniałego!
Po tej pierwszej wizycie tam byłam zachwycona.
Po ponad roku, jesienią 2011 trafiłam tam po raz kolejny. I niestety już zachwycona nie byłam. Muffinki dużo nie zdrożały, kosztowały wtedy 6zł, ale jakość bardzo się pogorszyła, ciasto było suche, a niektóre nadzienia sztuczne.
Czekolady, a raczej pianek zabrakło, herbata którą zamówiłam z braku laku była niesmaczna.
Potem już tam nie wróciłam, ale na facebookowym fanpejdżu czytałam o niestworzonych dla mnie rzeczach. Mianowicie obsługa Goodies z dnia na dzień potrafiła bez uprzedzenia zamknąć kawiarnię na długie tygodnie, a potem jakby nigdy nic wznowić działalność. Dla mnie taki brak szacunku dla klienta jest nie do pomyślenia. Z tego, co wiem, to Goodies dziś już nie istnieje, a szkoda, bo potencjał był. Można ich historię potraktować jako taką "ku przestrodze".
0 komentarze
Nie zamierzam tolerować złośliwości i chamstwa,
takie komentarze będą usuwane.
Proszę o wykazanie się kulturą osobistą, dziękuję.