Trochę późno na ten post, ale założę się, że część z Was z uwagi na weekend nadal świętuje nadejście Nowego Roku ;) Poza tym karnawał to idealny czas na taką tematykę.
Suto zakrapiane alkoholem imprezy często kończą się kacem o poranku.
Wiadomo, że najskuteczniejszym lekarstwem na kaca jest abstynencja, ale o wiele prostszym rozwiązaniem jest złagodzenie przykrych skutków wypicia o o dwa drinki za dużo.
Poza domowymi sposobami, typu miód czy sok z kiszonej kapusty/ogórków są również inne sposoby walki z uciążliwym kacem. Odpowiednie menu jest jednym z nich.
Co warto spożywać w trakcie "leczenia" kaca?
Nie mam tutaj na myśli tylko jedzenia, zwłaszcza, że czasami mdłości powodują, że jedzenie jest ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę, a tymczasem w ustach sucho jak na pustyni.
SOK POMIDOROWY
Alkohol wypłukuje z organizmu potas, niedobory potasu powodują osłabienie, drżenie mięśni.
Wystarczy szklanka soku pomidorowego, by poczuć się trochę lepiej.
NAPOJE IZOTONICZNE
Zazwyczaj mają marny skład, ale po imprezie pomogą uzupełnić braki elektrolitów.
NAPARY ZIOŁOWE
Mięta, piołun, rumianek pomogą nam uporać się z mdłościami.
JAJKA
Stereotypowa jajecznica na kaca nie wzięła się znikąd, jajka mają w składzie cysteinę - aminokwas przyspieszający metabolizm. Do tego dochodzi działanie odtruwające.
Jajecznicę (bądź jajka na miękko) warto połączyć z produktami bogatymi w wartości odżywcze, np. warzywami czy łososiem.
ROSÓŁ
Rozgrzewająca zupa syci, nie będąc przy tym zbyt ciężką dla organizmu.
Warto zadbać, by rosół nie był przesadnie tłusty.
OWSIANKA
Płatki owsiane na śniadanie podniosą poziom cukru w organizmie, co od razu doda nam energii, a ponadto dostarczą nam witaminy z grupy B, wapń, magnez i żelazo.
Jakich produktów natomiast lepiej unikać?
TŁUSTE POTRAWY
Ciężkostrawne przysmaki obciążą żołądek już podrażniony przez alkohol.
Śniadanie po imprezie powinno być lekkie, niezbyt tłuste.
CYTRUSY
Kwaśne produkty spożywane na kacu są dość niebezpieczne dla organizmu.
KAWA
Wypłukuje ona z organizmu magnez, podobnie jak alkohol, dlatego podwójne espresso warto zostawić na inną okazję, a na kacu uraczyć się raczej ziołową herbatką.
Ostatnio dość mało przepisów się pojawia na blogu, wiem.
Ale na łopatki rozwala mnie to, jak wiele ludzi nieświadomie robi strasznie marne zakupy.
Koleżanka ostatnio chwaliła się przepisem na pyszną zupę na kostkach bulionowych.
Inna karmi swoje dziecko dżemami z syropem glukozowym, słodkimi płatkami śniadaniowymi i obiecuje mu w sklepie cukierki w zamian za dobre zachowanie.
Dzisiaj napiszę Wam o produktach, które powinny znaleźć się na czarnej liście każdego świadomego konsumenta i nigdy nie lądować w czasie zakupów w Waszych koszykach.
1. "Zdrowe" słodycze.
Mam tu na myśli zwłaszcza cukierki marek typu Verbena, wszelkie mleczne "kanapki", czy ciastka Belvita.
Wbrew temu, co chcą nam wmówić producenci, te produkty nie są zdrowe.
Wszystkie są napakowane cukrem, syropem glukozowym, często też tłuszczami utwardzonymi i milionem innych zbędnych składników.
Strasznie cięta jestem na promowanie takiego byle czego jako zdrowego produktu.
2. Wody smakowe.
A raczej "wody", bo to, że np. taki Żywiec truskawkowy stoi tam, gdzie wody mineralne, jest zapakowany w taką samą butlę i jest tak samo przezroczysty nie czyni go wodą.
Podstawowa różnica - woda mineralna jest zdrowa, a o smakowych napojach tego powiedzieć nie można. Wszelkie smakowe pseudowody mają w składzie cukry, syrop glukozowy, aromaty, a nawet i konserwanty (benzoesan sodu) się zdarzają.
Prościej i zdrowiej do szklanki wody dodać trochę własnoręcznie wyciśniętego z owoców soku.
3. Parówki.
Tutaj stwierdzenie "nigdy nie kupuję" jest właściwie błędne, bo czasem je kupuję.
Ale tylko takie z szynki, które zawierają ok. 90% i nie mają w składzie MOM.
Do takich parówek nie należą popularne Berlinki ani większość produktów promowanych jako odpowiednie dla dzieci. Raz kupiłam na wagę kiełbaski "dla dzieci" i w domu za głowę się złapałam, jak w internecie znalazłam ich skład, nie miały nawet 40% mięsa.
Nie chcecie czymś takim karmić swoich dzieci.
W Lidlu można dostać parówki z szynki Piratki w dobrej cenie, mają naprawdę fajny skład.
4. Buliony instant, mieszanki przypraw typu Vegeta.
Vegety, wszelkiego rodzaju "ziarenka smaku" i popularne kostki rosołowe zawierają wzmacniacze smaku i zapachu, m.in. najczęściej spotykany glutaminian sodu.
Substancje te są dość kontrowersyjne, zazwyczaj odradza się spożywanie ich w większych ilościach, a już na pewno podawanie ich dzieciom.
Ciekawostką jest to, że po odstawieniu produktów z wzmacniaczami smaku w składzie wszystko na początku wydaje się być mdłe i niedoprawione.
5. Syropy owocowe.
W reklamach często syropy Paola czy Herbapol przedstawione są jako zdrowe produkty.
Zdrowe dodatki do herbaty, prawie jak babcine syropy.
Prawie, bo chyba żadna babcia nie bazowała na syropie glukozowym.
Do tego zawartość owoców w takich syropach jest żałośnie mała.
Informacje o zawartości 65% ekstraktu z owoców nie oznaczają tego, że 65% zawartości butelki to ekstrakt z owoców, jest to zawartość owoców w ekstrakcie, a tego ekstraktu w butelce syropu jest najwyżej 3%, reszta to woda i syrop glukozowy.
Co ciekawe cukier/syrop g-f zawsze jest w składzie przed wodą.
Pod tę grupę można również podpiąć wszelkie syropy do kawy, które zazwyczaj mają równie fatalny skład, jak te owocowe, a w smaku są niczym więcej, jak słodkimi ulepkami.
6. Kawa instant.
Z reguły uważam, że większość produktów instant to zło.
Czy to buliony, czy inne zupy, sosy, czy kawy.
Napoje kawowe w saszetkach mają tyle wspólnego z kawą, co wyżej opisywane "wody" smakowe ze zdrową wodą mineralną.
Co jest w składzie kaw szumnie zwanych "2 w 1", "3 w 1" czy nawet "latte" lub "cappuccino"?
Oczywiście cukier i syrop glukozowy na początku składu.
Do tego mleko w proszku i na koniec kawa rozpuszczalna.
Ile jest kawy w tej "kawie"? Nie więcej, niż 10-12%.
Więc nie, pijąc nałogowo Mokate 3w1 nie możesz powiedzieć, że lubisz kawę.
7. Sosy w słoikach.
Owszem, znajdzie się na rynku kilka gotowych sosów o niegłupim składzie.
Ale większość osób i tak wrzuci do koszyka Dawtonę ze składem, nad którym można tylko usiąść i płakać, bo jest tania i ma dużo wariantów smakowych.
Dużo osób nie zdaje sobie sprawy, że kupno kartonika passaty czy puszki krojonych pomidorów i zrobienie domowego sosu jest równie tanie, szybkie i banalnie proste. A o ile zdrowsze.
8. Płatki śniadaniowe.
Nie mam tu na myśli naturalnych płatków owsianych czy jaglanych, bo te mają swoje stałe miejsce w moim jadłospisie. Mam tu na myśli słodkie płatki.
Nesquiki, Chocapiki, inne płatki Nestle, większość musli to przede wszystkim (znowu) cukier i syrop glukozowy. Wszędzie widzę ostatnio reklamy Cheerios Oats. Dostałam je do testów i powiem, że mają trochę lepszy skład, niż inne wyżej wymienione.
"Trochę lepszy skład" jest, ale nadal nie jest to produkt godny polecenia.
9. Gotowe pizze/zapiekanki.
Zrobienie domowej pizzy na pysznym, cienkim cieście zajmuje mniej, niż 40 minut.
W ten czas wliczone jest już pieczenie. Więc po co faszerować się chemią?
10. Desery.
Kaszki, ryże na mleku, desery a'la budynie, dorzuciłabym tu również większość dostępnych na rynku smakowych jogurtów i serków homogenizowanych.
Fatalne, oparte na cukrach i syropie składy i w przypadku produktów owocowych zawartość owoców tak niska, że ręce opadają po przeczytaniu składu.
Ale na łopatki rozwala mnie to, jak wiele ludzi nieświadomie robi strasznie marne zakupy.
Koleżanka ostatnio chwaliła się przepisem na pyszną zupę na kostkach bulionowych.
Inna karmi swoje dziecko dżemami z syropem glukozowym, słodkimi płatkami śniadaniowymi i obiecuje mu w sklepie cukierki w zamian za dobre zachowanie.
Dzisiaj napiszę Wam o produktach, które powinny znaleźć się na czarnej liście każdego świadomego konsumenta i nigdy nie lądować w czasie zakupów w Waszych koszykach.
![]() |
| źródło: huffingtonpost.com |
1. "Zdrowe" słodycze.
Mam tu na myśli zwłaszcza cukierki marek typu Verbena, wszelkie mleczne "kanapki", czy ciastka Belvita.
Wbrew temu, co chcą nam wmówić producenci, te produkty nie są zdrowe.
Wszystkie są napakowane cukrem, syropem glukozowym, często też tłuszczami utwardzonymi i milionem innych zbędnych składników.
Strasznie cięta jestem na promowanie takiego byle czego jako zdrowego produktu.
2. Wody smakowe.
A raczej "wody", bo to, że np. taki Żywiec truskawkowy stoi tam, gdzie wody mineralne, jest zapakowany w taką samą butlę i jest tak samo przezroczysty nie czyni go wodą.
Podstawowa różnica - woda mineralna jest zdrowa, a o smakowych napojach tego powiedzieć nie można. Wszelkie smakowe pseudowody mają w składzie cukry, syrop glukozowy, aromaty, a nawet i konserwanty (benzoesan sodu) się zdarzają.
Prościej i zdrowiej do szklanki wody dodać trochę własnoręcznie wyciśniętego z owoców soku.
3. Parówki.
Tutaj stwierdzenie "nigdy nie kupuję" jest właściwie błędne, bo czasem je kupuję.
Ale tylko takie z szynki, które zawierają ok. 90% i nie mają w składzie MOM.
Do takich parówek nie należą popularne Berlinki ani większość produktów promowanych jako odpowiednie dla dzieci. Raz kupiłam na wagę kiełbaski "dla dzieci" i w domu za głowę się złapałam, jak w internecie znalazłam ich skład, nie miały nawet 40% mięsa.
Nie chcecie czymś takim karmić swoich dzieci.
W Lidlu można dostać parówki z szynki Piratki w dobrej cenie, mają naprawdę fajny skład.
4. Buliony instant, mieszanki przypraw typu Vegeta.
Vegety, wszelkiego rodzaju "ziarenka smaku" i popularne kostki rosołowe zawierają wzmacniacze smaku i zapachu, m.in. najczęściej spotykany glutaminian sodu.
Substancje te są dość kontrowersyjne, zazwyczaj odradza się spożywanie ich w większych ilościach, a już na pewno podawanie ich dzieciom.
Ciekawostką jest to, że po odstawieniu produktów z wzmacniaczami smaku w składzie wszystko na początku wydaje się być mdłe i niedoprawione.
5. Syropy owocowe.
W reklamach często syropy Paola czy Herbapol przedstawione są jako zdrowe produkty.
Zdrowe dodatki do herbaty, prawie jak babcine syropy.
Prawie, bo chyba żadna babcia nie bazowała na syropie glukozowym.
Do tego zawartość owoców w takich syropach jest żałośnie mała.
Informacje o zawartości 65% ekstraktu z owoców nie oznaczają tego, że 65% zawartości butelki to ekstrakt z owoców, jest to zawartość owoców w ekstrakcie, a tego ekstraktu w butelce syropu jest najwyżej 3%, reszta to woda i syrop glukozowy.
Co ciekawe cukier/syrop g-f zawsze jest w składzie przed wodą.
Pod tę grupę można również podpiąć wszelkie syropy do kawy, które zazwyczaj mają równie fatalny skład, jak te owocowe, a w smaku są niczym więcej, jak słodkimi ulepkami.
6. Kawa instant.
Z reguły uważam, że większość produktów instant to zło.
Czy to buliony, czy inne zupy, sosy, czy kawy.
Napoje kawowe w saszetkach mają tyle wspólnego z kawą, co wyżej opisywane "wody" smakowe ze zdrową wodą mineralną.
Co jest w składzie kaw szumnie zwanych "2 w 1", "3 w 1" czy nawet "latte" lub "cappuccino"?
Oczywiście cukier i syrop glukozowy na początku składu.
Do tego mleko w proszku i na koniec kawa rozpuszczalna.
Ile jest kawy w tej "kawie"? Nie więcej, niż 10-12%.
Więc nie, pijąc nałogowo Mokate 3w1 nie możesz powiedzieć, że lubisz kawę.
7. Sosy w słoikach.
Owszem, znajdzie się na rynku kilka gotowych sosów o niegłupim składzie.
Ale większość osób i tak wrzuci do koszyka Dawtonę ze składem, nad którym można tylko usiąść i płakać, bo jest tania i ma dużo wariantów smakowych.
Dużo osób nie zdaje sobie sprawy, że kupno kartonika passaty czy puszki krojonych pomidorów i zrobienie domowego sosu jest równie tanie, szybkie i banalnie proste. A o ile zdrowsze.
8. Płatki śniadaniowe.
Nie mam tu na myśli naturalnych płatków owsianych czy jaglanych, bo te mają swoje stałe miejsce w moim jadłospisie. Mam tu na myśli słodkie płatki.
Nesquiki, Chocapiki, inne płatki Nestle, większość musli to przede wszystkim (znowu) cukier i syrop glukozowy. Wszędzie widzę ostatnio reklamy Cheerios Oats. Dostałam je do testów i powiem, że mają trochę lepszy skład, niż inne wyżej wymienione.
"Trochę lepszy skład" jest, ale nadal nie jest to produkt godny polecenia.
9. Gotowe pizze/zapiekanki.
Zrobienie domowej pizzy na pysznym, cienkim cieście zajmuje mniej, niż 40 minut.
W ten czas wliczone jest już pieczenie. Więc po co faszerować się chemią?
10. Desery.
Kaszki, ryże na mleku, desery a'la budynie, dorzuciłabym tu również większość dostępnych na rynku smakowych jogurtów i serków homogenizowanych.
Fatalne, oparte na cukrach i syropie składy i w przypadku produktów owocowych zawartość owoców tak niska, że ręce opadają po przeczytaniu składu.
Każdemu chyba zdarza się czasami znaleźć w czeluściach lodówki zapomniany produkt, który przez nasze roztargnienie zdążył się przeterminować.
W ten sposób marnuje się niesamowicie dużo żywności, czy koniecznie musi tak być?
Terminy przydatności do spożycia - są na wszystkich produktach: na mięsie, nabiale, słodyczach, suchych produktach, konserwach, na napojach.
Czy zawsze trzeba sztywno trzymać się ciągu cyferek nadrukowanego na opakowaniu?
Może niektóre produkty można zjeść pomimo tego, że ich termin przydatności upłynął kilka dni temu?
A może bezwzględnie należy je wyrzucić?
1. MIĘSO
Tutaj nie ma możliwości "nagięcia" terminu przydatności do spożycia.
Przeterminowane mięso należy wyrzucić, nawet jeżeli w zapachu wydaje się być w porządku.
Mięsa drobiowe i wieprzowe przyczyniają się do ogromnej ilości zatruć pokarmowych.
2. SUCHE PRODUKTY
Makarony, herbatniki, krakersy, ryże czy kasze mają po pierwsze długie terminy przydatności, a po drugie nawet po ich upływie mogą być jeszcze przez jakiś czas zdatne do spożycia.
3. PRODUKTY KISZONE
Kiszone ogórki, kiszona kapusta, ogórki w marynacie na bazie octu.
Wszystkie te produkty utrzymują długą przydatność do spożycia.
Proces fermentacji skutecznie konserwuje żywność - jak suszenie mięsa i ryb.
4. BARDZO SŁODKIE PRODUKTY
Suche ciastka (bez kremu/marmolady), cukierki typu landryny - duża zawartość cukru pełni w nich niejako funkcję ochronną, pozostają one bardzo długo przydatne do spożycia.
5. TRADYCYJNE SUSZONE WĘDLINY
Nie mówię tutaj o ich tańszych polskich odpowiednikach, ale tradycyjne włoskie salami czy hiszpańska szynka serrano potrafią przetrwać nawet miesiące. Ważne jest, by były one pozbawione wody. Wówczas z upływem czasu staną się po prostu bardziej suche, ale nadal będą w pełni zdatne do spożycia.
6. SERY
Spleśniały, nieświeży miękki ser należy wyrzucić.
Odkrojenie kawałka z pleśnią nic nie da, ponieważ nitki pleśni prawdopodobnie wniknęły już i tak do wnętrza produktu. Zasada ta nie dotyczy jednak twardych serów, tutaj po odkrojeniu spleśniałego kawałka resztę możemy spokojnie spożyć w ciągu kilku dni.
7. JAJKA
Odrobinę zbyt długo przechowywane jajka nie powinny być spożywane "solo" - jajecznica, jajka na miękko/twardo czy też sadzone. Można natomiast wykorzystać je do ciast.
8. MLEKO
Skwaśniałe mleko nie jest może smaczne, ale nie jest też szkodliwe.
Można je wykorzystać do placków/naleśników.
9. ORZECHY
Ze względu na dużą zawartość tłuszczu orzechy mogą zjełczeć.
Nie są może wtedy szkodliwe, ale nie są też smaczne, dlatego lepiej je wyrzucić.
10. GOTOWE DANIA
Wszelkie kupne pierogi, zapiekanki, lazanie i inne popularne "gotowce" należy po upływie terminu przydatności do spożycia bezwzględnie wyrzucić.
W ten sposób marnuje się niesamowicie dużo żywności, czy koniecznie musi tak być?
Terminy przydatności do spożycia - są na wszystkich produktach: na mięsie, nabiale, słodyczach, suchych produktach, konserwach, na napojach.
Czy zawsze trzeba sztywno trzymać się ciągu cyferek nadrukowanego na opakowaniu?
Może niektóre produkty można zjeść pomimo tego, że ich termin przydatności upłynął kilka dni temu?
A może bezwzględnie należy je wyrzucić?
1. MIĘSO
Tutaj nie ma możliwości "nagięcia" terminu przydatności do spożycia.
Przeterminowane mięso należy wyrzucić, nawet jeżeli w zapachu wydaje się być w porządku.
Mięsa drobiowe i wieprzowe przyczyniają się do ogromnej ilości zatruć pokarmowych.
2. SUCHE PRODUKTY
Makarony, herbatniki, krakersy, ryże czy kasze mają po pierwsze długie terminy przydatności, a po drugie nawet po ich upływie mogą być jeszcze przez jakiś czas zdatne do spożycia.
3. PRODUKTY KISZONE
Kiszone ogórki, kiszona kapusta, ogórki w marynacie na bazie octu.
Wszystkie te produkty utrzymują długą przydatność do spożycia.
Proces fermentacji skutecznie konserwuje żywność - jak suszenie mięsa i ryb.
4. BARDZO SŁODKIE PRODUKTY
Suche ciastka (bez kremu/marmolady), cukierki typu landryny - duża zawartość cukru pełni w nich niejako funkcję ochronną, pozostają one bardzo długo przydatne do spożycia.
5. TRADYCYJNE SUSZONE WĘDLINY
Nie mówię tutaj o ich tańszych polskich odpowiednikach, ale tradycyjne włoskie salami czy hiszpańska szynka serrano potrafią przetrwać nawet miesiące. Ważne jest, by były one pozbawione wody. Wówczas z upływem czasu staną się po prostu bardziej suche, ale nadal będą w pełni zdatne do spożycia.
6. SERY
Spleśniały, nieświeży miękki ser należy wyrzucić.
Odkrojenie kawałka z pleśnią nic nie da, ponieważ nitki pleśni prawdopodobnie wniknęły już i tak do wnętrza produktu. Zasada ta nie dotyczy jednak twardych serów, tutaj po odkrojeniu spleśniałego kawałka resztę możemy spokojnie spożyć w ciągu kilku dni.
7. JAJKA
Odrobinę zbyt długo przechowywane jajka nie powinny być spożywane "solo" - jajecznica, jajka na miękko/twardo czy też sadzone. Można natomiast wykorzystać je do ciast.
8. MLEKO
Skwaśniałe mleko nie jest może smaczne, ale nie jest też szkodliwe.
Można je wykorzystać do placków/naleśników.
9. ORZECHY
Ze względu na dużą zawartość tłuszczu orzechy mogą zjełczeć.
Nie są może wtedy szkodliwe, ale nie są też smaczne, dlatego lepiej je wyrzucić.
10. GOTOWE DANIA
Wszelkie kupne pierogi, zapiekanki, lazanie i inne popularne "gotowce" należy po upływie terminu przydatności do spożycia bezwzględnie wyrzucić.
Was też dotyczy całkowita niemoc zakupowa w grudniu?
Najpierw nie wiecie, co kupić, miotacie się, przeglądacie Allegro i ostatecznie odkładacie to na później.
A jak już doznajecie olśnienia (albo ktoś Wam łaskawie podpowie), to jest później niż "później" i biegacie po sklepach i robicie wszystko na ostatnią chwilę?
Prezenty dla typowych foodies to tak naprawdę bułka z masłem.
Prezenty dla typowych foodies to tak naprawdę bułka z masłem.
Jedna drobna wskazówka - w kuchni mało jest rzeczy, których może być "zbyt wiele".
Przykładowo: mam 10 mis do serwowania, ale i tak naprawdę ucieszyłabym się z kolejnej. Albo z trzech.
I tej zasady można śmiało się trzymać, pod warunkiem oczywiście, że osoba obdarowywana nie mieszka w mikroskopijnym mieszkaniu i nie narzeka ciągle na to, jak to strasznie nie ma na nic miejsca.
W kuchni zawsze wszystko się przyda, w każdych ilościach - kieliszki, patery, misy.
Nie oszukujmy się, nie ma chyba osób posiadających wszystko w minimalnej ilości typu jeden talerz/miska/widelec na osobę. Im więcej gadżetów, tym lepiej. I im bardziej są urocze, tym jeszcze lepiej.
Kupujmy rzeczy praktyczne (bo po co komuś coś, co będzie tylko stać i się kurzyć), ale też i ładne.
Funkcjonalne, ale nie do końca takie, jakie obdarowywana osoba kupiłaby sobie sama.
Bardziej fantazyjne/wyszukane/inne, niż dana osoba używa na co dzień.
Ikea, Empik, Duka, czy Home & you to tylko początek, pełno jest e-sklepów z podobnym asortymentem.
Jak to mówią "sky is the limit", ja Wam przedstawię moje przykładowe propozycje.
Wszystkie z nich pochodzą z trzech sklepów: Ikea, Home&you i a-Tab.
Są łatwe do namierzenia i nie zabijają ceną.
Są łatwe do namierzenia i nie zabijają ceną.
Co można kupić osobie lubiącej gotowanie i jedzenie?
Ładne kubki/filiżanki.
Kubków nigdy nie może być za dużo.
Jeżeli szafka się nie domyka, to oznacza tylko tyle, że mamy za mało szafek.
Przez "ładne kubki" rozumiem coś z trochę wyższej półki, niż kubki za 2 złote z Auchan znalezione pomiędzy wybieraniem makaronu, a poświęceniem całych cennych trzech minut na wybór piwa.
Niech nowe kubki cieszą oczy osoby nimi obdarowanej.
Można również pokusić się o zestaw kilku kubków lub o zestaw wzbogacony o dodatkowe akcesoria.
Akcesoria herbaciano/kawowe - dzbanki, zaparzacze.
Uwielbiam herbatę. Mam pełno zaparzaczy takich na jedną porcję.
Dużego dzbanka sama bym sobie pewnie nie kupiła. Na szczęście dostałam go rok temu w prezencie.
I teraz nie wyobrażam sobie poranka bez niego. Rewelacyjnie sprawdza się też, gdy mam gości.
No i oczywiście jest świetnym patentem na prezent. Każdy miłośnik herbaty się ucieszy.
Bidony, butelki do zabierania na siłownię.
Idealny gadżet dla osoby ćwiczącej - czy to siłownia, bieganie, czy rower.
Pełno jest w sklepach atrakcyjnych wizualnie bidonów.
Niektóre mają dodatkowe wyposażenie, np. wkłady chłodzące czy miejsce na owoce.
Ładne szkło - szklanki czy kieliszki do wina.
Chyba każdy ma w domu zwykłe kieliszki z bezbarwnego szkła.
A przyjemniej pije się wino z bardziej fantazyjnych kieliszków.
Poszukajcie barwionego szkła lub nietypowych kształtów.
Patery, kosze, misy na owoce.
Bo nawet pospolite jabłka mogą się ładniej prezentować na blacie czy stole.
Funkcjonalne i ładne pojemniki na lunch.
Pewnie, że można nosić sobie obiad do pracy w pojemniku z Biedronki za 2,50 zł.
Ale można też sprawić sobie lub komuś solidniejszy pojemnik.
Silikonowe składane, z funkcją termosu, pojemniki na zupę.
Mleczniki, dzbanki do spieniania mleka.
Bardzo przydatne przy leniwych weekendowych śniadaniach.
I jakie urocze!
Zestawy do fondue.
Przydają się i w zimie do tradycyjnego fondue serowego i latem - do fondue z czekolady.
Jak dla mnie zdecydowanie lepsze, niż czekoladowe fontanny spotykane często na weselach.
Dzbanki i karafki na napoje.
Jak wyżej w przypadku kieliszków - ładne szkło jest zawsze w cenie.
Karafki na wodę czy wino przydadzą się w każdym domu.
Chlebak.
Większość chlebaków, jakie widuję u znajomych, to stare drewniane lub plastikowe.
Prawdę mówiąc, niezbyt są one urodziwe.
A można obecnie dostać bardzo ładne i funkcjonalne chlebaki.
Na przykład taki z bambusową deską w zestawie.
Akcesoria do pieczenia.
Zestawy foremek, silikonowe stolnice, wałki z wzorkami.
Wszystko dla miłośników pieczenia.
Moim hitem jest forma do wykrawania wielu ciastek jednocześnie.
Jest oszczędność czasu i nie ma zabawy ze skrawkami ciasta.
Słoje na ciastka.
Dla ciasteczkowych potworków. Żeby ciacha były dłużej świeże.
Młynki do przypraw.
Bo świeżo zmielony pieprz smakuje dużo lepiej, niż proszek z saszetki.
Fartuchy, ozdobne rękawice, bieżniki.
Po to, żeby udowodnić, że można w kuchni wyglądać ładnie.
I w estetyczny sposób chronić się przed uszkodzeniami ciała.
Zwłaszcza, jak jest się niezdarą.
P.S. Chciałabym być takim pierniczkiem ;)
Przyprawniki, solniczki, pieprzniczki, pojemniki na oliwę.
Bo nikt nie lubi walających się papierowych saszetek z przyprawami.
A solniczka i pieprzniczka wcale nie muszą być nudne i brzydkie.
Maselniczka.
Jeden z moich ulubionych kuchennych wynalazków.
Bo margaryna nie jest dla mnie wynalazkiem jadalnym.
A przechowując masło w lodówce mamy kamyczek niezdatny do rozsmarowania.
Masło idealnie jest przechowywać w maselnicy napełnionej wodą.
Tarka do sera z pojemnikiem.
Shaker do drinków.
Z przepisami. Lubię to!
Porządny kubek termiczny.
Bo przez zachwalany na Wizażu kubek z Biedronki mój portfel i parę innych rzeczy zakończyło swój żywot po kawowej powodzi na całą torbę.
Warto zainwestować w dobry kubek.
Taca do serwowania lub obrotowa taca na przekąski.
Zwłaszcza ta druga to niezastąpiony gadżet na domówce.
Każdy może sobie obrócić tacę w swoją stronę i sięgnąć po ulubione przekąski.
Waga kuchenna.
Na przykład taka w stylu retro.



















































