Kolejne podejście do kuchni azjatyckiej, ciut pikantne, z nietypową orzechową nutą.Polecam użycie świeżego makaronu przeznaczonego do przygotowania w woku, z braku laku może być też soba lub chow mein.






Składniki na dwie porcje:

  • 150 g makaronu
  • jeden filet z kurczaka
  • pół papryki czerwonej i pół żółtej, pokrojone w drobne paski
  • marchewka pokrojona w drobne słupki
  • zielona fasolka wstępnie obgotowana
  • kiełki fasoli mung
  • seler naciowy pokrojony w nieduże kawałki
  • garść orzechów ziemnych, drobno posiekanych i podprażonych
  • pół szklanki bulionu, najlepiej warzywnego
  • łyżka masła orzechowego
  • 4-5 łyżek słodkiego sosu z chilli - o TAKIEGO
  • odrobina oleju sezamowego do smażenia
  • ziarna sezamu do posypania



Filet z kurczaka kroimy drobno, podsmażamy na oleju przez kilka minut.
Następnie dorzucamy warzywa - marchewkę, obie papryki, fasolkę, seler i kiełki i zalewamy bulionem i gotujemy na sporym ogniu.
Po 2-3 minutach zmniejszamy ogień, dodajemy masło orzechowe, orzeszki i sos chilli, gdy sos nabierze jednolitej konsystencji dorzucamy makaron i dusimy przez kolejne dwie minuty.
Podajemy danie posypane ziarnami sezamu.
Dzisiaj opowiem Wam o mojej największej woskowej miłości od pierwszego powąchania, która jednocześnie jest moim największym rozczarowaniem.
Yankee Candle - Amber Moon.





Uwielbiam te obrazki na naklejkach produktów Yankee Candle. Śliczne są.
Obrazek na Amber Moon jest bardzo klimatyczny, naprawdę ładny, trochę mroczny.
A jaki jest sam zapach?
Absolutnie przepiękny.
Amber moon był jednym z pięciu pierwszych zakupionych przeze mnie wosków.
Zakochałam się w jego zapachu dosłownie w momencie, kiedy pierwszy raz zbliżyłam wosk do nosa.
Miłość od pierwszego powąchania.
Zapach jest ciepły, otulający, pachnie jak dobre bursztynowo-drzewne perfumy.
Przywodzi na myśl jesień, kolorowe liście, ogniska, wieczory przy kominku.
Nie obraziłabym się za takie perfumy, bo naprawdę zapach jest cudny, wielowymiarowy i nieoczywisty.
Ma jednak jedną olbrzymią wadę.
Jest nią bardzo BARDZO słaba moc.
Bardzo nad tym ubolewam, bo chciałabym, żeby ten piękny zapach był w stanie wypełnić sobą całe mieszkanie.
Niestety, po zapaleniu bardzo słabo go czuć.
Jak Wam minął tydzień? Mój znowu był zdecydowanie za szybki, dopiero co był wtorek, a tu już niedziela ;)
Oczywiście, jakżeby inaczej, na dziś mam plany i od razu schrzaniła się pogoda, leje od rana. 
Fanom komiksowego kina polecam drugą część Avengersów, byłam w czwartek na premierze i bardzo fajnie się bawiłam, na szczęście tym razem nie było godziny gadania przed godziną akcji.
Miłej niedzieli :)

Ulubione na wiosnę.

Jest pyszne, polecam.

Nowości w kosmetyczce.

Moje ulubione.


Nowości z Biedronki :)
Mamy weekend, a jak weekend, to i porządne śniadanie.
Od razu uprzedzam - tylko same gofry są wegańskie, jogurt grecki, z którym ja je zjadłam jest tradycyjny, do wegańskiego mu dużo brakuje.
Przepis ten to nie celowe działanie pod tytułem "zjem wegańskie gofry", a raczej sytuacja kryzysowa "mam chęć na gofry, ale nie mam w domu nawet jednego jajka, a i mleko się skończyło".
Gofry wyszły miękkie, dość puszyste i naprawdę smaczne, na pewno nie są gorsze od tradycyjnych.





Składniki:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej, najlepiej drobnej, np. tortowej
  • 0,5 szklanki mąki ryżowej
  • 4-5 łyżek stołowych syropu klonowego (można zamiast tego dać 1/5 szklanki cukru)
  • 1,5 szklanki mleka roślinnego - sojowego, ryżowego lub migdałowego
  • 1/5 szklanki oleju słonecznikowego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki octu jabłkowego (by ciasto było pulchne)
  • szczypta soli
  • olej do wysmarowania płyt gofrownicy
  • do podania ulubione dodatki - u mnie jogurt grecki i świeże truskawki


Moje ostatnie odkrycie: różana herbata earl grey z dodatkiem mleka

Przygotowujemy dwie miski.
Do pierwszej wsypujemy suche składniki: mąkę, proszek, sól.
Do drugiej miski wlewamy mleko, dodajemy ocet i odstawiamy na kwadrans.
Po upływie tego czasu dodajemy olej i syrop klonowy, mieszamy.
Łączymy wszystkie składniki razem.
Gofrownicę smarujemy tłuszczem, włączamy i czekamy, aż bardzo mocno się nagrzeje, następnie smarujemy tłuszczem jeszcze raz.
Łyżką wylewamy porcje ciasta na gorące płytki gofrownicy.
Pieczemy gofry przez około 2,5 minuty.
Podajemy z ulubionymi dodatkami.




Od ponad roku niezmiennie najpopularniejszym postem na moim blogu pozostaje ten o możliwościach zastosowania ricotty w kuchni.
Ten łagodny, naturalny, lekki serek można łatwo przerobić na wiosenny twarożek do chleba.
Bardzo polecam, bo wyszło pysznie :)





Składniki:

  • opakowanie ricotty - 250 g
  • dymka - cebulka i szczypiorek
  • koperek
  • sól, pieprz
  • łyżka jogurtu naturalnego dla nadania rzadszej konsystencji
  • opcjonalnie ulubione kiełki i świeży tymianek

Serek łączymy z drobno posiekaną zieleniną, gęstość regulujemy poprzez dodanie mniejszej lub większej ilości jogurtu.
Po połączeniu składników dobrze jest odstawić twarożek na kilka godzin do lodówki, by zioła w pełni oddały swój smak.
Uwielbiam makaron ze szpinakiem. Co prawda kojarzy mi się on raczej wiosennie, ale jadam go niezależnie od akurat panującej pory roku.
Uwielbiam też jajka gotowane w koszulkach, lubię je dodawać do sałatek i właśnie do makaronów.
Takie jajka idealnie pasują do szparagów czy właśnie do szpinaku.



Składniki na dwie porcje:

  • ok. 250 g ulubionego makaronu
  • dwie duże garści szpinaku
  • 2-3 łyżki oliwy
  • skórka z jednej cytryny i ok. pół łyżki wyciśniętego z niej soku
  • ząbek czosnku
  • 200 ml śmietanki 30%
  • sól, pieprz
  • 2 jajka
  • łyżeczka octu




Makaron gotujemy w osolonej wodzie, w rondlu rozgrzewamy oliwę, dodajemy skórkę i sok z cytryny.
Na oliwie podsmażamy szpinak i przeciśnięty przez praskę czosnek.
Doprawiamy solą i pieprzem według uznania, dusimy, aż szpinak zmniejszy swoją objętość.
Zalewamy śmietanką i gotujemy, aż zgęstnieje.
W wysokim garnku zagotowujemy wodę z dodatkiem octu, łyżką robimy w wodzie wir i pojedynczo wbijamy jajka.
Po około dwóch minutach wyciągamy ugotowane jajka delikatnie łyżką cedzakową, by ich nie uszkodzić.
Podajemy makaron z sosem szpinakowym, a na nim ugotowane jajka.



Do niektórych zapachów podchodziłam kilka razy, zanim na pewno wiedziałam, czy mi się podobają, czy nie.
Red apple wreath na początku mi się nie podobał, wydawał mi się zbyt kwaśny, jednak po wypaleniu całego wosku przywykłam do niego i pokochałam jego zapach.
Odnośnie Cranberry ice też nie mogłam się zdecydować, czy go lubię, czy nie, musiałam wypalić cały wosk przed podjęciem tej decyzji.



Opis dystrybutora:
Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: żurawina otulona lodową świeżością.
Żurawina nierozerwalnie kojarzy nam się z czasem grudniowych celebracji, kiedy tymi pięknymi, czerwonymi owocami przyozdabiamy świąteczne stoły i stroiki. Ale zjawiskowa żurawina to nie tylko dekoracja, ale i skarbnica wielu, prozdrowotnych składników. A poza tym to prawdziwy rarytas kulinarny, który smakuje wyśmienicie bez względu na porę roku! W wersji Yankee Candle żurawina podawana jest w nieco zmrożonej, bardzo orzeźwiającej wersji. Wosk w formie żurawinowej tarteletki uwalnia naturalne esencje, które doskonale pobudzają i dodają energii.

Moje wrażenia:
Będę szczera. Za pierwszym razem, gdy zapaliłam ten wosk, musiałam go zgasić po niecałym kwadransie, tak mnie drażnił.
Ale może cofnijmy się trochę, cofnijmy się do mojej decyzji o kupnie tego zapachu.
Dosyć szybko zorientowałam się, że owocowe zapachy to nie moja bajka.
Tego wosku w ogóle nie planowałam kupować. Za żurawiną nie przepadam.
Jednak Wizażanki określały ten zapach jako "musujący" i kojarzący się z drinkami.
No to zamówiłam (swoją drogą wszystkie zapachy z tamtego zamówienia okazały się niewypałami: 
Cranberry ice, Honey blossom, Apple & pine needle, Beach wood, Kitchen spice).
I za pierwszym razem trochę się zraziłam.
Parę tygodni minęło, zanim zdecydowałam się na kolejne podejście do żurawiny.
Za drugim razem zapach mi nie przeszkadzał, palił się przez 4 godziny.
Nie była to miłość, ale zapach mnie nie odrzucił.
Trauma po pierwszym paleniu odeszła w zapomnienie.
Po kilku dniach zapaliłam żurawinę ponownie i niestety tym razem zapach znowu przeokrutnie mnie drażnił.
Znowu szybko zgasiłam.
Kolejne dwa podejścia skończyły się tak samo i tak doszłam do wniosku, że zdecydowanie nie jest to zapach dla mnie.
Faktycznie jednak ma w sobie coś jakby musującego, kojarzy mi się trochę z cosmo serwowanym w klubach.
Mamy wiosnę niemal w pełni, mimo, że w powietrzu jest jeszcze odczuwalny chłód.
Jest już zielono, a ja przygotowuję wszystkie wazony, jakie mam w posiadaniu, bo bzy mają już pąki i lada dzień zakwitną.
Za to właśnie najbardziej kocham polski maj - za wszechobecne mocno pachnące bzy.
Zdecydowanie moje ulubione kwiaty :)
Jak Wam minął ten wiosenny tydzień?


Obrzydlistwo, nie polecam.





Wiosenne dobroci z warzywniaka :)

Dzisiejszy kurczak to szczyt mojej tolerancji na pikantny smak.
Nie jestem fanką ostrych potraw, wolę subtelniejsze smaki.
Ale akurat ten sos czasami robię, bo mam do niego słabość.




Składniki:

  • dwa duże filety z kurczaka

Marynata:

  • kmin rzymski - łyżeczka
  • kolendra - łyżeczka
  • cynamon - łyżeczka
  • ostra papryka - łyżeczka
  • imbir - łyżeczka
  • 150 ml rzadkiego jogurtu naturalnego

Sos:

  • kartonik passaty z pomidorów (500 ml)
  • dwa ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • ostra papryka - łyżeczka
  • słodka papryka - łyżeczka
  • wędzona papryka - 1/2 łyżeczki
  • kmin rzymski - łyżeczka
  • łyżeczka cukru
  • pieprz
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • 50 ml śmietany kremówki




Składniki marynaty mieszamy ze sobą.
Wrzucamy do marynaty pokrojonego w drobną kostkę kurczaka.
Odstawiamy na przynajmniej 3-4 godziny do lodówki (najlepiej na całą noc).
Kurczaka należy wyjąć z lodówki na godzinę przed smażeniem, odsączyć go z nadmiaru marynaty.
Kurczaka podsmażamy na niewielkiej ilości tłuszczu razem z czosnkiem.
Po około 10 minutach do kurczaka dodajemy wszystkie przyprawy, smażymy przez kolejną minutę i zalewamy passatą.
Dodajemy do sosu cukier i ocet balsamiczny.
Gotujemy całość na małym ogniu przez 15-20 minut.
Na 5 minut przed końcem gotowania dodajemy śmietankę.
Podajemy z ryżem i świeżą kolendrą.