Typowa babska przypadłość. Niestety niemożliwa do zwalczenia czymkolwiek innym, niż coś słodkiego, ewentualnie lampką wina.
U mnie co prawda kryzys braku czekolady w zasadzie się nie zdarza, bo o zapasy trzeba dbać, ale awaryjne ciacho zawsze jest dobre.
Najlepsze w mikrofalówkowym brownie jest to, że jest gotowe w trzy minuty. Co prawda potem trzeba poczekać dwa razy tyle, aż ostygnie, ale sama świadomość, że mamy przed sobą świeże, parujące czekoladowe ciacho ma właściwości wysoce terapeutyczne ;)
Kakao w przepisie można zastąpić czekoladowym napojem instant, ja wsypałam całą saszetkę i była to ilość idealna.
Składniki na jedną porcję:
- 1/4 szklanki mąki
- 1/4 szklanki cukru (ja dałam mniej)
- 4-5 łyżek oleju
- 4-5 łyżek wody lub mleka
- 2 łyżki kakao
- szczypta soli
Wszystkie składniki mieszamy w kubku/filiżance, wstawiamy całość do mikrofali i przygotowujemy przez ok. 2,5 minuty na najwyższej mocy. Dobrze jest po ok. 1,5 min sprawdzić, czy ciastko jest już gotowe.
Dobrze jest uważać przy wyciąganiu, bo kubek (zawartość też!) jest cholernie gorący ;)













