Łosoś to jeden z moich najulubieńszych makaronowych dodatków, w sosie idealny jest i solo, i w towarzystwie serów, owoców, warzyw czy zieleniny. 
Rewelacyjnie komponuje się z cytryną, miętą, szpinakiem, serem z niebieską czy turkusową pleśnią, czosnkiem, porem i świeżym koperkiem.
Dzisiaj przepis na makaron w sosie śmietanowym z łososia i pora.




Składniki na danie dla dwóch osób:

  • makaron (u mnie rigatoni) - ok. 200-250 g
  • śmietana 18% - pół małego kubeczka
  • wędzony łosoś - 100 g
  • mały por pokrojony na cienkie plasterki
  • świeży koperek
  • świeżo zmielony czarny pieprz
  • pół łyżeczki tartej skórki z cytryny
  • odrobina masła
  • pół małej szalotki posiekanej w drobną kostkę


Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Szalotkę podsmażamy na maśle, dodajemy plasterki pora. Dusimy przez ok. minutę, następnie dodajemy łososia, skórkę z cytryny, dusimy przez chwilę i zalewamy śmietaną. Doprowadzamy do wrzenia, dodajemy pieprz, gotujemy przez ok. 2-3 minuty. Na samym końcu dodajemy posiekany koperek.
Gotowym sosem polewamy makaron i od razu podajemy.
W razie potrzeby można użyć więcej śmietany.


~~~
Z nieco innej beczki, wczoraj w Warszawie zrobiło się okropnie: zimno i deszczowo, od razu zatęskniłam za słońcem. I pomyśleć, że jeszcze tydzień temu byłam w pięknej i słonecznej Gdyni, serce się kraje i tęskni.
Znalazłam na dysku zdjęcia z ostatniego plażingu w Jachrance (sprzed ok. 3 tygodni), więc wklejam odrobinę słońca :)





Nieskromnie stwierdzę, że to chyba najlepsze ciasto, jakie kiedykolwiek zrobiłam. 
Jest idealnie mocno czekoladowe, ma chrupiącą skorupkę z zewnątrz i jest kremowe i wilgotne wewnątrz. Razem z moim mężczyzną zjedliśmy całe, zanim zdążyło wystygnąć, a to chyba najlepsza rekomendacja ;)




Składniki na większą blaszkę:

  • 125g masła
  • 200g cukru
  • 75g mąki
  • 200g czekolady deserowej
  • łyżeczka olejku waniliowego
  • 2 jajka


Połamaną na kawałki czekoladę, cukier i masło wrzucamy do rondla i podgrzewamy ciągle mieszając aż do powstania jednolitej w konsystencji masy.
Jajka miksujemy, dodajemy olejek, następnie wlewamy do masy czekoladowej. Na sam koniec przesiewamy do masy mąkę, mieszamy aż do całkowitego zniknięcia grudek.
Przelewamy masę do formy wysmarowanej tłuszczem i pieczemy przez ok. 25 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, ciasto wewnątrz powinno pozostać wilgotne, a na zewnątrz powinna się utworzyć chrupiąca skorupka.







Moja kilkudniowa nieobecność na blogu była spowodowana spontanicznym wyjazdem nad morze. Po raz kolejny zakochałam się w Trójmieście i utwierdziłam się w przekonaniu, że to Gdynia, a nie Warszawa jest odpowiednim miejscem dla mnie. Urlop był bardzo udany, ale zdecydowanie za krótki, a szkoda. 








































Podsumowując: kochamkochamKOCHAM Gdynię <3


Ciasto jest bardzo słodkie, jak ktoś nie lubi ekstremalnie przesłodzonych wypieków może dać mniej cukru, albo zastąpić słodką konfiturę truskawkową jakąś inną, np. pomarańczową czy porzeczkową.


Składniki:
  • 250g masła
  • 250g cukru
  • 2 żółtka
  • łyżeczka cukru wanilinowego
  • 250g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 200g konfitury
  • szczypta soli




Mieszamy w misce mąkę, proszek do pieczenia i sól. Masło z cukrem ucieramy na jasny krem.
Do ubitego masła z cukrem dodajemy żółtka i cukier wanilinowy, następnie mąkę z proszkiem i solą. W razie potrzeby podsypując mąką wyrabamy miękkie ciasto, które dzielimy na dwie części (najlepsza opcja 2:1) - każdą z nich owijamy w folię i wkładamy na godzinę do lodówki.
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 
Blachę w rozmiarze ok 20x30cm wykładamy papierem do pieczenia. Większą porcję ciasta wałkujemy tak, by pasowała do formy (zachodząc ok 0,5-1cm na jej brzeg – żeby konfitura nie przypaliła się na brzegu formy). 
Smarujemy ciasto dżemem, następnie wyjmujemy z lodówki drugą porcję ciasta i ścieramy ją na grubej tarce tworząc w ten sposób kruszonkę na cieście. Ważne jest, aby ta kruszonka była rozłożona na placku równomiernie.
Pieczemy cisto przez ok 30 minut - aż kruszonka się zrumieni. 
Studzimy ciasto na kratce, a następnie kroimy według uznania, w książce zasugerowane jest pokrojenie go na kwadraty o boku 5cm.
Można ciasto posypać cukrem pudrem.





Jest piątek, TGIF i takie tam.
Post w sam raz przed wyprawą do sklepu po produkty imprezowe, a co to za impreza bez czegoś do pochrupania?
Każda Wizażanka, która śledzi choć trochę wątek o produktach z Biedronki zna te chipsy.
Są na Wizażu darzone szczególnym uwielbieniem, w regionach, w których nie są w stałej sprzedaży są wyczekiwane i kupowane na zapas.
I wcale się nie dziwię, bo jak dla mnie są pyszne.
Co prawda rzadko jadam chipsy, ale jak mam się na jakieś skusić, to właśnie na biedronkowe Top Chipsy. Moje trzy ulubione smaku to właśnie te dwa i solone, te ostatnie za skład ;)



Top Chipsy o smaku pieczonych żeberek i drugie o smaku grillowanych warzyw są grubo krojone, należą do linii Tasty.
Smak grillowanych warzyw nieraz przyrównywano do najbardziej enigmatycznej wersji Crunchipsów - Chakalaka.
I faktycznie coś w tym jest, smak jest lekko pikantny, wyrazisty i pomylić go można właśnie tylko z Chakalaka. 
Smak pieczonych żeberek z kolei jest słodkawy.
Nie jest tak wyrazisty, jak grillowane warzywa, brak mu pikanterii, ale to nie jest wada. Ta wersja przypomina mi inne Crunchipsy, tym razem mniej zagadkowe, bo też żeberkowe.
Żeberkowe Top Chipsy są o wiele bardziej udane, niż limitowane (i ponad dwa razy droższe!) żeberkowe Laysy, które jadłam ok. 1,5 roku temu.
Obydwa smaki Top Chipsów bardzo sobie chwalę.
Chipsy nie są za słone, nie są przesiąknięte tłuszczem, nie są za twarde ani zbyt spieczone. Bardzo dobra przekąska za rozsądną cenę.

Odkąd jakość produktów w Biedronce i Lidlu poleciała na łeb na szyję (i 90% składu to przeważnie jakieś gówna z syropem g-f i innymi niestworzonymi rzeczami na czele) bardzo polubiłam się z Kauflandem.
Tam chyba na chwilę obecną ceny są najniższe, a jakoś produktów spożywczych najwyższa.
Słodycze kauflandowych marek własnych UWIELBIAM <3 
Po pierwsze są pyszne, po drugie przystępne cenowo, a po trzecie mają niezłe składy. Większość ciastek marki Katy nie ma w składzie syropu ani tłuszczy utwardzonych.
Lodów nie sprawdzałam, bo z doświadczenia wiem, że nawet uwielbiane przeze mnie Magnumy syrop mają.
Lody Ice Stick Peanut to taka nieco ulepszona wersja Nuta z Tesco.
Są smaczniejsze, niż tescowy produkt własny.
Jedyną ich wadą jest to, że zastosowano fistaszki zamiast migdałów w polewie i to niestety czuć.
Ale poza tym są bardzo dobre.
Czekolada (jak to wszystkie kaufowe) jest bardzo dobra, słodka, bez tłustego posmaku.
I jest jej dużo.
Same lody z kolei nie są bardzo słodkie, nie są mocno waniliowe, jak na przykład lidlowe Gelatelli Almond.
Będą pasować osobom, dla których Gelatelli są za słodkie.
Nie znam regularnej ceny tych lodów, raz kupiłam je za 0,99 zł, raz za 1,22 zł, a teraz chyba są w jeszcze innej cenie.
Ocena 8/10, polecam :)




Bonitki to ciastka zbożowe dostępne w sieci Biedronka, kosztują one (o ile się nie mylę) chyba 2,99 zł.
Uwielbiam biedronkowe ciastka i Bonitki zbożowe nie są żadnym wyjątkiem.
Producent twierdzi, że ciastka zawierają mąkę pełnoziarnistą i płatki owsiane, składu nie sprawdzałam, bo w przypadku słodyczy przeważnie wolę nie wiedzieć ;)
Są pyszne, chrupiące, ale nie za twarde, lekko "ziarniste" w konsystencji, czekolada jest dobrej jakości i smaczna.
Mają jedną wadę, która w sumie jest też zaletą.
Wciągają, i to niesamowicie.
Ciężko jest poprzestać na jakiejś ludzkiej ilości, zazwyczaj kończy się zjedzeniem całej bądź prawie całej paczki za jednym posiedzeniem.
Wersji bez czekolady nie próbowałam, ale zapewne też jest pyszna, ja wolę się zasłodzić do granic możliwości i pozostanę przy Bonitkach z czekoladą :)



Magnumami w wersji miętowej zachwycała się niejedna Wizażanka udzielająca się na wątku biedronkowym.
Polecało mi je co najmniej kilka osób, w tym osoby, które generalnie nie przepadały za Magnumami.
Gdy w Biedronce była promocja -25% na wszystkie lody postanowiłam spróbować, nigdy wcześniej nie jadłam miętowego Magnum.
I oto recenzja Magnum Mint.


Lody są oblane mleczną czekoladą. Kilka dziewczyn na Wizażu pisało, że w czekoladzie zatopione są kawałki landrynek czy innych cukierków, ja jestem raczej za tym, że są to kawałki karmelu.
Czekolada, jak to na Magnum przystało jest rewelacyjnej jakości i naprawdę smaczna.
Samym lodom w sumie też nic do zarzucenia nie mam, ale po ogólnych zachwytach spodziewałam się czegoś więcej.
One nawet miętowego koloru nie mają, zapachu też nie.
Moim zdaniem mogłyby być kilka razy bardziej miętowe, może wtedy byłby szał.
Bo to, co dostajemy pod polewą z karmelem jest mało wyraziste. Kremowe, smaczne, ale mało miętowe.
Lody nie orzeźwiają (chociaż tego się nie spodziewałam, w końcu to słodycze, a nie woda z lodem), są dość słodkie, ale nie przesłodzone, do słodkości waniliowych im daleko.
No krótko mówiąc "czegoś mi tu brakuje", mogłoby być lepiej.
Ocena 8/10, bo kocham Magnumy miłością wieczną i być może ślepą i po prostu mi smakują, zawsze.