Dziś pora na post "na słodko", bo jeszcze nie skończyłam pisać o czekoladach ;)
Opisywałam już Milkę z Daim, która mnie nie zachwyciła i do której już nie wrócę.
Jednocześnie z nią pojawiła się w Żabkach Milka z ciasteczkami Oreo.
Od razu wiedziałam, że zasmakuje mi bardziej, niż wersja z Daim.
Jak smakuje Milka z Oreo?
Jakby faktycznie ktoś wrzucił pokruszone ciastka w supersłodką milkową czekoladę.
Czekolada jest bardzo typowa: mocno mleczna i bardzo słodka, dla mnie pyszna, dla niektórych nie do przełknięcia. Jeżeli ktoś nie lubi klasycznej Milki, to nie ma co się łudzić, że ta mu zasmakuje, bo tak się nie stanie. To nadal ta sama czekolada, tyle że z nadzieniem.
No właśnie - nadzienie.
Dużo białego mlecznego kremu, dokładnie takiego, jakim są przełożone ciastka Oreo. Krem jest pyszny, delikatny, nie jest przesłodzony, nie ma co się obawiać, że nadzienie to "sam cukier". Czuć mleko, nie cukier.
Poza tym jest bardzo dużo kawałków ciasteczek. Czarnych kakaowych ciasteczek Oreo. Ciastka chrupią i nadają całokształtowi wyrazistości.
Dla mnie to jedna z najlepszych czekolad Milki ever, odkąd pierwszy raz udało mi się ją kupić, regularnie do niej wracam, nawet dziś zjadłam kilka kostek.
Czekolada ma jednak swoje wady - bardzo subiektywne. Nie sposób się od niej oderwać, o ile zazwyczaj przy innych czekoladach wystarczą mi 2-3 kostki, tak tej potrafię wciągnąć połowę i nie mam dość.
Jest po prostu tak cholernie dobra.
Kto jeszcze nie próbował - polecam.
Komu smakuje - a nie mówiłam?
Komu nie smakuje - dobrze, będzie więcej dla mnie.
Ocena ogólna 10/10

